Evony – recenzja gry, która najpierw kusi reklamą, a potem pochłania czas

Trafiłem na Evony trochę z nudów, przeglądając produkcje, które gdzieś tam widziałem, ale nigdy nie miałem okazji sprawdzić osobiście. Kojarzycie pewnie te reklamy sprzed lat – wyzywająco ubrane kobiety udające bohaterki w opałach, błagające o ratunek. Ta kampania marketingowa zdążyła zirytować całkiem sporo graczy, bo w samej grze próżno szukać czegokolwiek, co miałoby z tym cokolwiek wspólnego. Innymi słowy – to był po prostu bezczelny chwyt reklamowy, zupełnie oderwany od rzeczywistej zawartości.

Ale zostawmy reklamy na boku i przejdźmy do sedna. Evony to gra strategiczna czasu rzeczywistego, osadzona luźno w klimatach średniowiecza. Ma kilka poważnych wad, które w dłuższej perspektywie skutecznie zniechęcają większość graczy, ale jednocześnie znajdzie się tu i owdzie coś ciekawego, a sama liczba aktywnych serwerów – ponad 130 uruchomionych przez Evony LLC – pokazuje, że gra wciąż ma spore grono odbiorców. Do tego w planach jest już podobno Evony 2.

Podstawy rozgrywki – budowa, surowce, ekspansja

Zabawę zaczynamy od niewielkiej doliny z zalążkiem miasta i garścią startowych surowców. Sedno rozgrywki sprowadza się do prostego, choć wciągającego schematu: kontrolujesz terytorium, żeby mieć dostęp do surowców, dzięki surowcom budujesz wojsko, wojskiem podbijasz kolejne terytorium, i tak w kółko. Cała mechanika przypomina trochę Riska połączonego z Civilization. Wewnątrz murów miasta stawiamy budynki pozwalające rekrutować różne typy jednostek – Robotników, Wojowników, Zwiadowców, Miecznikow, Łuczników, Kawalerię i tak dalej – a także struktury wspierające obronność i rozwój umiejętności. Poza murami zakładamy z kolei farmy, tartaki, kamieniołomy i kopalnie żelaza, żeby zapewnić sobie stały dopływ materiałów.

Budowa i rekrutacja to jednak proces czasochłonny, więc przez pierwszy tydzień działamy pod ochroną nowicjusza, chroniącą przed atakami innych graczy. To okno czasowe warto wykorzystać maksymalnie – im lepiej rozbudujemy miasto i armię, tym pewniej wejdziemy w fazę realnej walki. Możemy mierzyć się zarówno z NPC-ami, jak i innymi graczami, choć farmienie NPC-ów szybko okazuje się koniecznością – rekrutacja idzie na tyle sprawnie, że nasza armia zaczyna jeść więcej, niż jesteśmy w stanie sami wyprodukować, więc grabież sąsiednich NPC-ów staje się jedynym sensownym rozwiązaniem.

Atak, obrona i sojusze

Zanim zaatakujemy kogoś, warto najpierw przeprowadzić zwiad, żeby ocenić jego siły i słabości. Przy NPC-ach wynik jest w miarę przewidywalny na podstawie ich poziomu, ale przy graczach to absolutna konieczność – wysłanie złych jednostek przeciwko nieodpowiedniej obronie kończy się kompletną zagładą naszych oddziałów, koniecznością odbudowy i podatnością na kontratak.

Dobrym sposobem na zabezpieczenie się jest dołączenie do sojuszu – sojusznicy mogą wysłać posiłki do naszego miasta oraz odpowiedzieć atakiem na tych, którzy nas napadli. Warto też pamiętać o ograniczeniach dystansowych – im dalej wysyłamy wojska, tym dłużej podróżują, co daje przeciwnikowi więcej czasu na reakcję, a długie wyprawy wymagają też większych zapasów żywności. Jeśli w tym czasie ktoś zaatakuje nasze miasto, a wojsko jest dwie godziny drogi stąd, możemy mieć naprawdę spory problem.

Społeczność bywa pomocna, bywa też toksyczna

Sama mechanika walki jest dość prosta w założeniach, choć wymaga trochę czasu, żeby wyczuć niuanse. Społeczność generalnie chętnie pomaga nowym graczom, choć trzeba się też liczyć z tym, że bywa dość opryskliwa. Zauważyłem też, że Evony LLC praktycznie nie monitoruje zawartości generowanej przez graczy – za to szybko reaguje na osoby korzystające z programów wspomagających czy wystawiające negatywne opinie o grze. Na większości serwerów roi się od kont z rasistowskimi i obraźliwymi nazwami, i mimo licznych zgłoszeń, nic w tej sprawie się nie dzieje.

Free to play, które kosztuje więcej niż subskrypcja

Evony reklamuje się jako „Free Forever” i to akurat prawda – da się grać bez wydania choćby złotówki. Problem w tym, że praktycznie każdy aspekt rozwoju wymaga czasu, a przyspieszenia dostępne są za realne pieniądze, i to w cenach, które osobiście uważam za zdecydowanie wygórowane. W ciągu miesiąca grania widziałem graczy wydających więcej pieniędzy niż roczna subskrypcja jakiejkolwiek innej gry. Twórcy zadbali o mnóstwo drobnych zadań i mechanizmów, które mają nas zajmować i jednocześnie subtelnie zachęcać do zaglądania do sklepu.

Prawdziwa pięta achillesowa gry

I tu dochodzimy do najpoważniejszej wady tej produkcji. Kiedy się wylogujemy, inni gracze mogą zaatakować nasze miasta, a jeśli mamy ich więcej niż jedno, mogą je po prostu przejąć. Nawet z jednym miastem obrona potrafi zostać zmiażdżona, wojska wybite, a surowce splądrowane w czasie, jaki zajmuje nam wzięcie krótkiego prysznica. Gra oferuje przedmiot zwany rozejmem, chroniący przed atakami przez 12 godzin, z 12-godzinnym czasem odnowienia, ale to i tak za mało w obliczu prawdziwego problemu – wojsko trzeba stale karmić, bo bez jedzenia zwyczajnie dezerteruje.

A skoro serwer działa niezależnie od tego, czy jesteśmy zalogowani, kilka dni przerwy potrafi być katastrofalne. Wyjeżdżasz w piątek na weekend, a w niedzielny wieczór wracasz do zera – zostaje ci najwyżej jedno, najgorzej rozwinięte miasto, doszczętnie ograbione. Jest wprawdzie tryb wakacyjny, ale wymaga codziennego wydawania specjalnej waluty gry, którą praktycznie trzeba dokupić za prawdziwe pieniądze – w grze zdobywa się ją niezwykle rzadko.

Evony samo w sobie nie jest złą grą, ale jeśli macie pracę, życie towarzyskie czy cokolwiek innego do roboty, szybko odkryjecie, że nawet ta prosta z pozoru produkcja potrafi pochłonąć zatrważającą ilość czasu. Jeśli mimo wszystko zdecydujecie się spróbować, koniecznie dołączcie do sojuszu – to naprawdę ułatwia rozgrywkę i czyni ją przyjemniejszą. Wielu graczy rezygnuje po krótkim czasie, przez co starsze serwery są pełne albo zaawansowanych weteranów, albo martwych, porzuconych kont.

Technicznie to gra przeglądarkowa oparta na Flashu, z przyzwoitą grafiką jak na swoje możliwości, a sama rozgrywka działa sprawnie mimo pewnych niedociągnięć projektowych. Mimo wszystko nie mogę polecić Evony nikomu, kto chciałby zachować choć trochę życia poza monitorem – bo raz zaczęte, naprawdę ciężko tu przestać.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *