ArcheAge

ArcheAge to tytuł, który swego czasu budził ogromne emocje wśród fanów gier MMORPG, głównie za sprawą śmiałych obietnic dotyczących wolności rozgrywki i sandboxowego podejścia do świata gry. Stworzona przez koreańskie studio XLGAMES pod okiem Jake’a Songa, twórcy znanego z Lineage, gra miała połączyć to, co najlepsze w klasycznych MMO, z mechanikami budowania, handlu i piractwa. Po latach grania mogę powiedzieć jedno – potencjał był ogromny, ale rzeczywistość okazała się dużo bardziej skomplikowana.
Kontynent Erenor, w którym toczy się akcja, robi wrażenie od pierwszych minut. Różnorodność biomów – od zielonych łąk, przez pustynie, po lodowe pustkowia – sprawia, że eksploracja naprawdę wciąga. To, co wyróżnia ArcheAge na tle konkurencji, to system crafingu i budowania domów, który pozwala graczom stawiać własne posiadłości niemal w dowolnym miejscu na mapie. Pamiętam, jak spędzałem długie godziny na szukaniu idealnej działki pod farmę czy zamek, bo ziemia w grze jest ograniczonym zasobem, o który trzeba było realnie konkurować z innymi graczami.

Gra dzieli graczy na dwie główne frakcje – Nuia i Haranya – co od razu wprowadza element rywalizacji terytorialnej. Jednak to, co najbardziej zapadło mi w pamięć, to rozbudowany system żeglugi i piractwa. Budowanie własnych statków, transport towarów przez otwarte morze i ryzyko napotkania innych graczy, którzy z chęcią zatopią nasz ładunek, dawały poczucie prawdziwego ryzyka, jakiego brakuje w większości MMO. Handel morski w ArcheAge potrafił być równie emocjonujący co walka PvP, a czasem nawet bardziej – utrata całego ładunku po godzinach żeglugi bolała naprawdę.
Mechaniki, które nie do końca się sprawdziły
Niestety, im dłużej grałem, tym bardziej dostrzegałem problemy, które w dużej mierze wynikały z modelu free-to-play i systemu Patron. Ograniczenia w ilości pracy, jaką mogliśmy wykonać bez wykupienia abonamentu, sprawiały, że progresja dla graczy niepłacących była frustrująco wolna. Do tego dochodził problem botów i multikontowania, który przez lata psuł ekonomię serwerów i skutecznie zniechęcał część społeczności. Twórcy próbowali walczyć z tym problemem na różne sposoby, ale nigdy nie udało się go w pełni rozwiązać.

System walki w ArcheAge oparty jest na klasach budowanych z kombinacji różnych drzewek umiejętności, co dawało sporą swobodę w tworzeniu własnej build. Starcia PvP, szczególnie te w otwartym świecie czy podczas oblężeń zamków, potrafiły być naprawdę widowiskowe – dziesiątki graczy ścierających się o kontrolę nad terenem to widok, którego nie zapomina się szybko. Z drugiej strony, balans klas bywał momentami dyskusyjny, a niektóre kombinacje umiejętności potrafiły zdominować rozgrywkę na długie miesiące.

ArcheAge to gra pełna sprzeczności – z jednej strony oferuje unikalne mechaniki sandboxowe, których próżno szukać w innych produkcjach z gatunku, z drugiej zmaga się z problemami typowymi dla źle zbalansowanego modelu free-to-play. Dla graczy, którzy szukają czegoś więcej niż standardowego questowania i chcą poczuć realne ryzyko związane z handlem, budowaniem i piractwem, to wciąż tytuł wart uwagi. Trzeba jednak uzbroić się w cierpliwość i pogodzić z tym, że nie wszystko w tym świecie działa tak, jak powinno.






