Cat Mail Co. – recenzja. Koty, listy i sporo niewykorzystanego potencjału

Gatunek cozy games ma już chyba wszystko – prowadziłem wirtualny sklep, kawiarnię, gospodarstwo, zoo. Brakowało mi tylko jednego pomysłu: poczty. I to najlepiej prowadzonej przez kota. Studio Maracas wpadło na ten trop i tak powstało Cat Mail Co. – gra, w której wcielamy się w kota-listonosza odpowiedzialnego za działanie lokalnej poczty, opcjonalnie ze wsparciem znajomych w trybie kooperacji.
Spędziłem przy tej produkcji ponad dziesięć godzin i mogę powiedzieć jedno: pomysł jest świetny, wykonanie już niekoniecznie dopięte na ostatni guzik.
Rozgrywka bez fajerwerków, ale też bez wprowadzenia
Zdziwiło mnie, że gra nie traci czasu na budowanie klimatu wokół naszej postaci. Większość podobnych tytułów daje chociaż chwilę na jakieś tło fabularne, choćby najkrótsze – tutaj zostajemy rzuceni od razu za ladę, bez żadnego kontekstu. Szkoda, bo pomysł na antropomorficznego kota prowadzącego pocztę sam w sobie prosi się o odrobinę narracji.

Samouczek to w praktyce pierwsza zmiana w pracy – uczymy się obsługiwać klientów, stemplować i sortować paczki. Na tym etapie wszystko wygląda przyzwoicie, dopóki nie trafimy do zaplecza. Po obsłużeniu pierwszych klientów otwiera się dostęp do zaplecza, gdzie trzeba ogarnąć prawdziwą lawinę przesyłek i tu zaczynają się schody. Gra nie tłumaczy praktycznie nic. Nie ma żadnych oznaczeń, co jest przychodzące, a co wychodzące, a półki trzeba kategoryzować całkowicie samodzielnie. W tekście pojawia się sugestia, że ten bałagan to coś, co „ktoś chciał ukryć” i szczerze, czułem się, jakbym naprawdę sprzątał po czyimś niedopatrzeniu, tylko że bez żadnych narzędzi do tego.
Jeśli lubisz porządkować rzeczy, ten system cię wciągnie
Mimo tych braków, jest tu coś, co mnie zaskoczyło pozytywnie. Skoro gra zostawia całą organizację przesyłek w naszych rękach, to dla graczy, którzy lubią układać wszystko po swojemu, może to być prawdziwa gratka. Półki w każdym pomieszczeniu można zagospodarować dokładnie tak, jak nam pasuje i ta swoboda faktycznie działa na plus.

W miarę postępów i zdobywania punktów odblokowujemy specjalne pomieszczenia po obu stronach budynku, przeznaczone do obsługi nietypowych przesyłek – jedne wymagają chłodni, inne ciemnego pomieszczenia. Jest też pokój do naprawy uszkodzonych paczek, z którym akurat miałem najwięcej problemów. Gra informuje tylko, że wystarczy zostawić paczkę w odpowiednim miejscu, ale u mnie to po prostu nie zadziałało, a żaden dodatkowy samouczek nie wyjaśnia, o co chodzi. Ostatecznie machnąłem na to ręką.
Poza tym układ zaplecza działa naprawdę dobrze pod względem przepływu – łatwo poruszać się po nim zarówno solo, jak i w kilka osób jednocześnie.
Praca bez presji czasu – ale i bez adrenaliny
Największym zaskoczeniem było dla mnie to, jak bardzo Cat Mail Co. rezygnuje z typowego dla symulatorów zarządzania elementu presji czasowej. Klienci nie mają limitów czekania, więc możemy szukać ich paczki tak długo, jak chcemy. Czas płynie tylko wtedy, gdy kończymy zadanie, więc nikt nas nie pogania.
Ta sama zasada dotyczy Kapitana statku, który dwa razy dziennie dowozi i odbiera przesyłki z innych lokacji na mapie – rozładunek i załadunek też robimy w swoim tempie. Jest w tym jednak pewien haczyk: skoro nie ma presji czasowej, to nie ma też żadnego wskaźnika, kiedy paczki powinny zostać wysłane – wiemy tylko dokąd. Paczka może spokojnie leżeć całymi dniami, zanim ją wyślemy, i nikt nas za to nie ukarze ani nie oceni.

Po kilkunastu godzinach zabawy zaczyna to jednak męczyć. Jedna zmiana niewiele różni się od drugiej, a same zadania praktycznie się nie zmieniają poza wizytami Kapitana. Jeśli lubisz robić rzeczy w swoim rytmie bez presji, to zaleta. Jeśli oczekujesz poczucia rozwoju i progresji w zarządzaniu, po pewnym czasie robi się to trochę monotonne, nawet z dodatkowymi pomieszczeniami na specjalne przesyłki.
Drobne, ale irytujące potknięcia
Ogólnie rozgrywka trzyma dobry poziom, brakuje jej za to trochę dopieszczenia w szczegółach. Samouczek zdecydowanie wymaga rozbudowania – choćby o wyjaśnienie wspomnianej naprawy paczek czy funkcji odkrywania sekretów zapisanych na przesyłkach. Przydałaby się też instrukcja dostępna z poziomu menu pauzy, a najlepiej jeszcze mapa ułatwiająca orientację w budynku.

Zauważyłem też drobne niedopracowania, jak nigdy niewyjaśniona opcja odrzucenia klienta, dostępna od samouczka, ale bez żadnego kontekstu użycia. Do tego dochodzą problemy z lokalizacją imion w dialogach klientów – zwłaszcza tych wyraźnie płciowych. Czasem imię to jedyna wskazówka, kogo obsługujemy, a bywa, że klientka szuka paczki dla swojego „męża”, którego imię brzmi jak „Hugo” czy „Xavier”. Przeszukiwanie przez kilka minut żeńskich imion, żeby trafić na męskie, jest po prostu mylące. Innym razem imię w ogóle nie pojawia się w oknie dialogowym, co wygląda na zwykły błąd.
Nie do końca rozumiałem też, jak dokładnie naliczane są punkty. Wkładałem zwykłe paczki do chłodni czy ciemni bez żadnych konsekwencji, podobnie z przekazywaniem uszkodzonych przesyłek – może to i odejmuje punkty, ale gra tego nie tłumaczy. Skoro system punktowy w ogóle istnieje, powinien mieć jakieś realne znaczenie, a nie sprowadzać się do „niech pasek rośnie”.
Cat Mail Co. to szczery i sympatyczny pomysł na symulator, jakiego jeszcze w tym gatunku nie było – koty prowadzące pocztę są urocze i niedorzeczne w najlepszym tego słowa znaczeniu, a klimat gry trzyma się tego tonu od początku do końca. Problem w tym, że produkcja jeszcze potrzebuje trochę czasu w piecu. Brakuje jej kilku dopracowanych elementów, żeby poczuć się jak kompletne doświadczenie. Lepszy interfejs i solidniejszy samouczek naprawdę pomogłyby tej uroczej grze w pełni zabłysnąć.






