KARMA: The Dark World

Są gry, które grają w coś dobrze znane. I są gry, które próbują zrobić coś, czego nikt przed nimi nie robił. Karma: The Dark World to zdecydowanie ta druga kategoria – i właśnie dlatego tak trudno ją jednoznacznie ocenić.
Gra przenosi nas do 1984 roku, do alternatywnej wersji Niemiec Wschodnich, gdzie wszystko kontroluje wszechobecna Korporacja Lewiatan. Wcielamy się w Daniela McGoverna – agenta Biura Myśli, który dysponuje technologią pozwalającą wnikać w umysły podejrzanych. Brzmi jak mieszanka Orwella z Inception? Bo dokładnie tak to wygląda.

Karma to najlepsze przeniesienie świata rodem z „Roku 1984” Orwella, jakie kiedykolwiek trafiło do gry wideo – a to naprawdę niemała sztuka. Betonowe korytarze, społeczna hierarchia, narkotyki tłumiące bunt, obietnica utopii dla posłusznych. Twórcy ze studia Pollard zbudowali coś rzadkiego: dystopię, którą czuje się na własnej skórze, a nie tylko ogląda z dystansu.
Walking sim czy coś więcej?
Karma to w dużej mierze walking simulator – eksploracja mrocznego, powyginanego świata oczami Daniela, ale to określenie nie oddaje w pełni, jak bardzo ta gra potrafi wciągnąć i niepokoić. Zagadki są przemyślane, historia wciąga coraz mocniej, a atmosfera nigdy nie daje oddechu – zamiast potworów i jump scare’ów strach budowany jest przez zestawienie surrealistycznych sekwencji z ciszą, która jest jeszcze bardziej niepokojąca.

Gra to kolaż znajomych inspiracji – Orwella, Lyncha, Cronenberga, Philipa K. Dicka – ale nie jest zwykłą kopią. Razem tworzą coś odrębnego, co naprawdę przypomina zły sen. Twórcy sami przyznają się do wpływu Hideo Kojimy i Davida Lyncha i… rzeczywiście to słychać i widać w każdej scenie.
Grafika, która robi wrażenie
Unreal Engine 5 z Lumen i Nanite sprawia, że gra działa płynnie nawet przy maksymalnych detalach w rozdzielczości 1440p – i jest na co patrzeć. Zdeformowane wspomnienia, przestrzenie, które zmieniają kształt w trakcie przechodzenia, architektura rodem z koszmaru. To jedna z tych gier, gdzie grafika nie jest ozdobnikiem, lecz częścią narracji.

Ścieżka dźwiękowa tworzona we współpracy z Dolby Atmos łączy orkiestralne kompozycje z oryginalnymi piosenkami, budując atmosferę, która działa na podświadomość długo po odłożeniu pada.
Gdzie gra się potyka?
Pierwsza połowa gry ma znamiona arcydzieła – wciągający, opresyjny świat i świetnie zbudowane napięcie. Problem polega na tym, że w drugiej połowie gra skręca w zupełnie innym kierunku narracyjnie i tonalnie, niemal całkowicie porzucając dystopijny klimat, który był jej największą siłą.

Trzeci akt wydaje się pospieszny i niedopracowany, a miejscami gra za bardzo grzęźnie w przerywnikach filmowych kosztem samej rozgrywki. Kilka zagadek bywa też niepotrzebnie nieprzejrzystych – nie dlatego, że są trudne, lecz dlatego, że ich logika jest po prostu mętna.
Dla kogo jest Karma: The Dark World?
Na Steamie gra zebrała oceny „Bardzo pozytywne” – 89% pozytywnych recenzji, co mówi wiele o tym, że pomimo pewnych wad trafia do odpowiednich graczy. Jeśli szukasz psychologicznego thrillera z rozbudowaną narracją, klimatem rodem z Orwella i Lyncha, i nie przeszkadza Ci, że rozgrywka schodzi na drugi plan – Karma zrobi na Tobie duże wrażenie.
Jeśli oczekujesz spójnej historii bez niedomówień i dynamicznej akcji – możesz wyjść z niej sfrustrowany. Ale nawet wtedy trudno zapomnieć, co się widziało.






