Hero Generations

Postacie w grach rzadko się starzeją. Oczywiście są wyjątki, jak Crusader Kings 2, The Sims czy wstęp do Fallouta 3, ale to nadal margines. Hero Generations, turowe RPG od studia Heart Shaped Games, robi z upływu czasu główny mechanizm rozgrywki. Każda tura i każdy ruch po proceduralnie generowanej mapie zabiera bohaterowi jeden rok życia.

Efekt jest taki, że praktycznie na każdym kroku musisz podejmować trudne decyzje. Mapy spowija mgła wojny, a między lasami, kapliczkami, wulkanami i błąkającymi się potworami ciągle zerka się na zegar. Ile życia mi zostało? Czy zdążę zrobić questa, stoczyć kilka walk albo odkryć kolejne fragmenty mapy, zanim będzie za późno? Ta ciągła gra z czasem, ryzykiem i priorytetami jest jednocześnie wymagająca i satysfakcjonująca.

Bywa też zaskakująco smutna, zwłaszcza gdy uświadamiasz sobie, że szybko starzejący się bohater nie ma już wystarczająco dużo lat, by podjąć się jeszcze jednej walki czy zadania. W przeciwieństwie do większości RPG-ów, gdzie prędzej czy później zaliczasz wszystko, tutaj nieustannie idziesz na kompromisy. Jedno robisz kosztem drugiego. I właśnie to sprawia, że gra wydaje się świeża i inna.

Gdy postać w Hero Generations umiera, śmierć jest ostateczna, ale to nie musi oznaczać końca rozgrywki ani rodu. W miastach możesz znaleźć partnera, założyć rodzinę i doczekać się potomka, który przejmie przygodę na tej samej mapie. Zebrane przedmioty, takie jak broń czy narzędzia, przechodzą na dzieci, podobnie jak część cech odziedziczonych po rodzicach. Szanse na dobre statystyki potomstwa można zwiększać, rozbudowując miasta o koszary, farmy i inne budynki.

Pomaga też sława zdobywana w walce i podczas wykonywania zadań, bo ułatwia znalezienie lepszego partnera. Z kolei zbyt długie odkładanie założenia rodziny sprawia, że bohater słabnie i ma mniejsze szanse na przekazanie pozytywnych cech. Podobnie jak w Crusader Kings 2, końcówka życia upływa na zabezpieczaniu przyszłości następcy, a nie na dopieszczaniu jednej postaci do granic możliwości. To bardzo przyjemna, strategiczna warstwa gry.

Walka wygląda już znacznie skromniej. Po wejściu na pole z przeciwnikiem trafiasz na osobny ekran, gdzie ty i wróg wykonujecie jeden rzut kością, uwzględniający bonusy z ekwipunku. Wygrywa ten, kto ma wyższy wynik, a przegrany traci część lat życia. I tyle. Nawet jeśli nikt nie zginie, walka się kończy. Silniejsi wrogowie, jak bossowie, wymagają kilku takich starć. Choć rozumiem zamysł stojący za tak uproszczonym systemem, mapy potrafią być dosłownie zalane przeciwnikami, przez co potyczki szybko stają się monotonne. Sama animacja walki, sprowadzająca się do jednego uderzenia i odejścia pokonanego, niewiele wnosi i z czasem zaczyna zwyczajnie męczyć.

Podobny problem pojawia się przy osiąganiu kolejnych etapów życia. Gdy bohater wchodzi w wiek średni czy starość, gra przenosi cię na osobny ekran, gdzie obserwujesz zmiany w wyglądzie postaci, rosnące i siwiejące włosy. Początkowo to miłe przypomnienie, że czas ucieka, ale powtarzające się, proste animacje szybko zaczynają irytować i wytrącają z rytmu rozgrywki.

Do tego dochodzi bardzo ograniczony ekwipunek. Masz tylko dwa sloty na przedmioty, co prowadzi do ciągłego żonglowania sprzętem. W moim przypadku bohater nosił miecz i tarczę, więc znalezienie skarbu oznaczało porzucenie tarczy, dotarcie do skarbu, odniesienie go do miasta, a potem powrót po zgubiony ekwipunek. W grze, gdzie każdy krok kosztuje rok życia, taka „drobna” misja potrafiła pochłonąć jedną trzecią całego życia postaci.

Ten typ zarządzania zasobami teoretycznie dodaje głębi, ale w praktyce częściej frustruje niż daje satysfakcję. Nierzadko pierwsze kilkanaście ruchów nowej postaci sprowadza się do krążenia między znanymi punktami, zbierania pieniędzy i naprawy budynków. Efekt bywa taki, że bohater przez całe życie nie oddala się dalej niż kilka pól od miasta. To potrafi znużyć, choć jednocześnie jest dość trafne. W końcu nie każdy bohater przeżywa przygodę życia.

Mimo tych wad bardzo cenię pomysł stojący za Hero Generations. Ciągłe ważenie decyzji i priorytetów to sedno tej gry i coś, co naprawdę ją wyróżnia. Losowo generowane światy zapewniają dużą regrywalność, a całość oferuje krótką, treściwą przygodę, która potrafi wciągnąć i postawić wyzwanie, nie zabierając przy tym zbyt wielu godzin z twojego własnego, nieubłaganie tykającego zegara.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *