Mystery Matters – poradnik dla początkujących

Mystery Matters wciągnęło mnie właściwie od pierwszej minuty – to nowa produkcja Playrix, czyli studia, które doskonale wie, jak łączyć match-3 z fabułą tak, żeby chciało się grać „jeszcze jeden poziom”. Wcielasz się w Elizabeth, która wraca do opuszczonej posiadłości Stormview, żeby wyjaśnić zniknięcie swojej dawnej profesorki, Johanny Brooks.
Im dalej w las, tym więcej w tej historii sekretów, dziwnych sąsiadów i wątków, które ciągną Cię do kolejnych zadań. Poniżej zebrałem najważniejsze mechaniki, żeby na starcie nie pogubić się w systemie gwiazd, żyć i scen z ukrytymi przedmiotami.
Gwiazdy i zadania – jak w ogóle posuwać fabułę?
Żeby popchnąć historię do przodu, musisz wykonywać zadania w rezydencji i ogrodzie – odnawiasz meble, sprzątasz lub sadzisz rośliny, rozwiązujesz zagadki i rozmawiasz z postaciami. Do ukończenia jednego dnia w grze potrzeba zrealizowania określonej liczby takich zadań, a za każdy zamknięty dzień i pojedyncze zlecenie dostajesz konkretne nagrody. Walutą, która to wszystko napędza, są gwiazdy – zdobywasz je, wygrywając poziomy match-3 oraz znajdując przedmioty w scenach bonusowych, a dodatkowo dorzucają je wydarzenia specjalne. Panel zadań otwierasz przyciskiem w lewym dolnym rogu ekranu, a każde zlecenie realizujesz, klikając w przycisk pokazujący jego koszt w gwiazdach.

Część zadań to właściwie mini-zagadki wymagające konkretnych akcji – jeśli utkniesz, zawsze możesz kliknąć ikonę znaku zapytania po podpowiedź albo pominąć układankę przyciskiem „Pomiń” w prawym górnym rogu. Fajna opcja na te dni, kiedy nie mam czasu śledzić każdego dialogu: gdy uzbierasz wystarczająco gwiazd na wszystkie zadania w danym dniu, w oknie zadań pojawi się przycisk „Zakończ wszystko” – jednym kliknięciem przeskakujesz do końca dnia i odbierasz komplet nagród, choć oczywiście tracisz przy tym scenki fabularne i same zagadki.
Życia – limitowany zasób, o którym łatwo zapomnieć
Do uruchamiania i grania w poziomy potrzebujesz żyć, a maksymalnie możesz mieć ich pięć naraz. Życie tracisz tylko wtedy, gdy nie uda Ci się ukończyć poziomu – wygrana albo wyjście z gry przed wykonaniem jakiegokolwiek ruchu nic Cię nie kosztuje, więc jeśli plansza wygląda beznadziejnie, spokojnie możesz z niej wyjść bez konsekwencji.

Życia odnawiają się automatycznie, jedno co 30 minut, a dodatkowo cały zapas uzupełnia się na koniec każdego dnia w grze. Gdy zabraknie Ci żyć, da się dokupić od razu pięć sztuk za monety albo wymienić się z ekipą ze znajomych po połączeniu konta z Facebookiem. Licznik żyć widać cały czas w lewym górnym rogu ekranu.
Sceny z ukrytymi przedmiotami – cztery różne tryby szukania
Poza klasycznym match-3 w grze regularnie trafiają się sceny z ukrytymi przedmiotami, uruchamiane ikoną lupy. To właśnie tu Playrix pokazuje pazur – bo wcale nie ograniczają się do jednego, oczywistego trybu szukania. W trybie Words dostajesz listę trzech słów naraz, a lista odświeża się w miarę znajdowania kolejnych przedmiotów. Tryb Collector to poszukiwanie określonej liczby identycznych obiektów – piór, pajęczyn czy liści – im więcej znajdziesz, tym więcej monet zgarniesz, a licznik na panelu pokazuje, ile jeszcze zostało.

Osobno mamy Energy Collector, gdzie zbierasz błyskawice energii przydatne później w wątkach przygodowych, oraz Legend Marathon Lotus Collector, czyli tryb turniejowy, w którym zbierane lotosy liczą się do wyniku Twojej drużyny w rywalizacji. W trudniejszych momentach w każdym z tych trybów możesz sięgnąć po podpowiedź, a warto też dosłownie przybliżyć scenę i pooglądać kąty ekranu – najmniejsze detale najczęściej się właśnie tam chowają.
Moje pierwsze wnioski po kilku godzinach gry
Jeśli miałbym dać jedną radę na sam start, to: nie przepalaj gwiazd na pierwsze lepsze zadanie, tylko sprawdź w panelu, które zlecenia otwierają nowe pomieszczenia albo postacie – to one najczęściej pchają fabułę najszybciej do przodu.
Warto też pilnować żyć i grać wtedy, gdy masz komplet pięciu, bo w Mystery Matters łatwo wpaść w rytm „jeszcze jeden poziom” i nagle zostać bez życia w najmniej odpowiednim momencie. Historia Elizabeth i tajemnica zniknięcia profesorki wciąga na tyle mocno, że warto rozkładać sobie granie w rozsądnych dawkach – inaczej dzień w Stormview zleci szybciej, niż się spodziewasz.






