Last Epoch

Prawie pięć lat spędzonych w Early Access to w branży gier wieczność. Większość tytułów po takim czasie albo cicho pada, albo wychodzi z etykietą „niedokończone”. Last Epoch wybrało trzecią drogę – wyszło z wczesnego dostępu jako jeden z najbardziej dopracowanych i pomysłowych action RPG ostatnich lat. Czy to zabójca Diablo? Nie do końca. Ale do tego tytułu podchodzi bliżej niż cokolwiek innego.

Dla kogo jest Last Epoch?

Wyobraź sobie, że ktoś wziął masową dostępność Diablo IV, połączył ją z systemową głębią Path of Exile i usunął to, co w obu irytuje najbardziej. Efektem jest właśnie Last Epoch – gra, która zajmuje tę wygodną przestrzeń między casualowym hack’n’slashem a przytłaczającym symulatorem spreadsheetów.

Jedną z pierwszych rzeczy, które rzucają się w oczy, jest tryb offline. Brzmi jak drobnostka, ale dla graczy preferujących solową rozgrywkę to ogromna ulga. Brak przymusowego połączenia z serwerem, własny ekwipunek, możliwość swobodnego przełączania się między trybem offline i online – tego właśnie Blizzard nie chce nam dać. Jedyną niedogodnością jest konieczność prowadzenia osobnych list postaci dla każdego trybu.

Fabuła i świat gry

Akcja rozgrywa się w świecie Eterra, gdzie magiczna katastrofa zmusza bohatera do podróżowania między różnymi erami czasowymi w poszukiwaniu Epoch Shards. Brzmi intrygująco – i w sumie jest, choć fabuła pozostaje zdecydowanie na drugim planie. Brakuje tu kinematograficznego rozmachu rodem z Diablo IV, charakteryzacja NPC pozostawia wiele do życzenia, a postacie z portretami nierzadko przypominają zupełnie inne sprite’y. Większość kwestii jest udźwiękowiona, łącznie z dokumentami lore’owymi rozsianymi po świecie – to miły gest, ale nie rekompensuje braku prawdziwego emocjonalnego zaangażowania w historię.

System klas i progresji – prawdziwa gwiazda

Tu zaczyna się prawdziwa zabawa. System progresji postaci w Last Epoch to jeden z najbardziej rozbudowanych w całym gatunku. Zaczynasz od jednej z pięciu klas bazowych – Sentinel, Rogue, Mage, Primalist lub Acolyte – a po osiągnięciu określonego progu możesz wyspecjalizować się w jednej z Masteries. Rogue może zostać Sharpshooterką lub Falconer, Acolyte przemieni się w Nekromantę lub Warloka. Każda Mastery to osobna pula umiejętności i premii do statystyk, które diametralnie zmieniają styl gry.

To jeszcze nie koniec. System specjalizacji umiejętności pozwala wybrać do pięciu konkretnych zdolności i rozwijać każdą z nich w osobnym, rozbudowanym drzewie talentów. Przykład? Zwykły Smoke Bomb Rogue’a ma 30 węzłów do odblokowania, z wieloma wariantami dla każdego. Można sprawić, że granaty będą lecieć tam, gdzie celujesz, zamiast gdzie stoisz, że będą leczyć, ślepić, spowalniać – kombinacji są dziesiątki. I tak działa każda umiejętność w grze.

W praktyce oznacza to, że pojęcie „meta buildu” traci tu nieco na znaczeniu. Owszem, pewne kombinacje są silniejsze, ale głębokość customizacji jest na tyle duża, że każdy znajdzie coś swojego. Trzeba jednak pamiętać, że wybór Mastery jest nieodwracalny, a kampanii nie można pominąć – chcąc przetestować wszystkie klasy, czeka cię kilkukrotne przechodzenie tej samej historii.

Crafting, endgame i co dalej

System craftingu ma osobny ekwentarz i na początku potrafi przytłoczyć, ale gdy wchłoniesz jego logikę, staje się satysfakcjonującym narzędziem do łatania dziur w buildzie. Frakcje napotkane w późniejszej części gry oferują dodatkowe usługi i nagrody, dzięki czemu wchodząc w endgame masz już naprawdę solidnego bohatera.

Sam endgame – dungiony, aktywności lootowe, przyszłe sezony zwane Cycles – wygląda obiecująco, choć historia pokazuje na przykładzie Diablo IV, że sezonowy model treści bywa nieprzewidywalny. Eleventh Hour Games będzie musiało uważnie słuchać swojej społeczności, żeby nie wpaść w te same pułapki.

Last Epoch to kompetentny, wciągający i wyjątkowo kreatywny action RPG, który po pięciu latach Early Access zasłużenie zadebiutował w pełnej wersji. Ładna oprawa wizualna, ogromna różnorodność buildów i przemyślany system progresji robią wrażenie. Czy pokona Diablo IV lub Path of Exile 2 na ich własnym boisku? Czas pokaże. Ale już teraz Eleventh Hour Games może być dumne z tego, co zbudowało – gry, która ma własną tożsamość i własne powody, dla których warto przy niej spędzić setki godzin.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *