Enotria: The Last Song

No to mamy kolejnego reprezentanta gatunku soulslike – Enotria: The Last Song. Od samego początku gra próbuje się wyróżnić nie tylko klimatem, ale przede wszystkim oprawą wizualną. Inspiracje czerpie z teatru, włoskiej sztuki i motywu masek, co od razu nadaje jej specyficzny, oryginalny charakter. Do tego dochodzi unikalny system, który pozwala błyskawicznie przełączać się między różnymi zestawami umiejętności w trakcie walki – coś, czego raczej nie spotkacie w klasycznych soulsach.

Na start Enotria zachwyca kolorystyką, elastycznym rozwojem postaci i ciekawym konceptem, który przypomina trochę klimaty Bloodborne’a, Sekiro czy Mortal Shell. Ale im dalej w fabułę, tym wyraźniej widać, że nie wszystko zostało dopracowane tak, jak byśmy tego chcieli.

Pierwsza faza gry to całkiem pozytywne doświadczenie. Lokacje są żywe, różnorodne, a system walki sprawia wrażenie responsywnego. Do tego dochodzą nowe mechaniki, które budzą zainteresowanie i chęć do eksperymentów. Najfajniejsze jest to, że możesz grać na różne sposoby – czy to agresywnie w zwarciu, czy bardziej spokojnie, bazując na efektach statusowych i taktyce.

Kluczowym elementem jest system masek. To nie tylko ozdoba dla bohatera, lecz każda maska posiada powiązane aspekty i pasywne bonusy, które faktycznie wpływają na rozgrywkę. Możesz mieć nawet trzy buildy naraz i w locie je zmieniać – daje to sporą elastyczność i pozwala próbować różnych stylów walki.

Na plus działa też mechanika zmiany rzeczywistości, która urozmaica eksplorację i momentami rzuca całkiem sprytne zagadki. Szkoda, że w późniejszym etapie gry nie jest wykorzystywana tak dobrze, jak na początku, ale początkowo naprawdę wciąga i zachęca do szukania sekretów.

Walka – solidna na początku, potem trochę kuleje

Na starcie walka robi dobre wrażenie – ataki są płynne, parowanie nagradzane jest mocnymi ripostami, a przeciwnicy dają czas, by poznać ich schematy. System mocno promuje parowanie – to nie tylko opcja, ale wręcz niezbędna umiejętność, by przeżyć. Niestety, uniki są przypisane do niezbyt wygodnego klawisza i często nie działają tak, jak powinny, co zmusza gracza do walki twarzą w twarz.

Z czasem zaczynają wychodzić na jaw problemy z balansem. Animacje wrogów i bossów bywają szarpane i ciężkie do przewidzenia. Pojawiają się spam ataków, dziwne opóźnienia trafień i niezrozumiałe momenty na wykonanie akcji, co zamiast emocjonującej walki często prowadzi do frustracji. Szczególnie w drugiej połowie gry, w starciach z bossami fabularnymi, balans zostaje zaburzony. Tam, gdzie klasyczne soulslike’y opierają się na wyczuciu i obserwacji, tutaj czasem pomaga tylko wytrwałość i odrobina szczęścia.

Co do broni, jest nierówno – ciężkie topory i halabardy wolno się ładują i rzadko przerywają wrogom animacje, za to szybsze bronie typu szable czy maczugi działają pewniej i łatwiej je kontrolować. Aktywne zdolności wyglądają ciekawie, ale ze względu na długi czas ładowania i reset przed walką z bossami często pozostają nieużywane.

Rozwój postaci i buildy – na papierze brzmi świetnie, ale…

System rozwoju na papierze daje dużo swobody – można miksować maski, aspekty i perki, tworząc oryginalne i zróżnicowane buildy. Możliwość przełączania się między kilkoma zestawami w trakcie gry to fajna rzecz, która pomaga zarówno w walce, jak i eksploracji.

Niestety, w praktyce pojawiają się problemy. Spora część masek jest raczej bezużyteczna, a zdobywanie i ulepszanie ich wymaga sporo mozolnego grindu. Perki rzeczywiście mają znaczenie, ale zdobywanie punktów odbywa się przez lokalny system „kodeksu”, który niestety jest bardzo słabo wyjaśniony i wymaga samodzielnego odkrywania przez graczy.

Do tego dochodzi kiepska gospodarka surowcami – materiałów na ulepszenia jest bardzo mało, co zniechęca do testowania różnych broni. Modyfikacje żywiołowe i efekty statusowe są obecne, ale w późniejszych etapach gry prawie nic nie zmieniają i sprawiają wrażenie niedokończonych.

Wrogowie i bossowie – na początku ciekawie, później monotonia

Na start mamy całkiem zróżnicowanych przeciwników i bossów, którzy dobrze wpisują się w otoczenie, mają czytelne wzorce ataków i wymagają różnych strategii. Niektórzy potrafią zaskoczyć oryginalnością czy wyglądem, a wczesne większe walki są naprawdę satysfakcjonujące.

Niestety, od drugiego aktu robi się powtarzalnie. Wrogowie zaczynają się powielać, a bossowie często to tylko wzmocnione wersje standardowych potworów. Ich ataki są nudne, a spam i nieczytelne animacje psują rytm starć. Zamiast wymagać przemyślanej taktyki, walki stają się męczącym biciem twardych przeciwników lub prostym wciskaniem przycisków.

Do tego dochodzą długie podejścia do aren bossów i irytujące elementy poziomów, jak rozciągnięte schody czy powolne windy, które tylko potęgują frustrację. Końcowe fazy niektórych walk bardziej męczą niż dostarczają satysfakcji, a trudność zdaje się być wymuszona, co odbiera zabawie przyjemność.

Lokacje i eksploracja – na początku obiecująco, potem spadek jakości

Podobnie jak inne elementy gry, pierwsze poziomy są świeże, pełne życia i zachęcające do zwiedzania. Są ukryte przejścia, alternatywne ścieżki i tajemnice powiązane z mechaniką zmiany rzeczywistości.

Z biegiem czasu jednak ta świeżość znika. Lokacje stają się liniowe, powtarzalne i puste. Zamiast ciekawych, złożonych przestrzeni dostajemy proste korytarze pełne ciągle tych samych potworów. Eksploracja przestaje cieszyć i zaczyna być nudną rutyną.

Do tego dochodzą problemy techniczne – niewidzialne ściany, psujące się platformy i błędy w mapach, które utrudniają poruszanie się. Gra zdaje się zapominać o swobodzie i ciekawości, które tak dobrze zbudowała na początku. Wizualnie wciąż jest ładnie, ale projekt poziomów przestaje wspierać przyjemność z odkrywania.

Grafika i dźwięk – najmocniejsza strona

Tu jest naprawdę dobrze. Enotria wyróżnia się artystycznie – świat pełen żywych, nasyconych barw to świeży powiew wśród mrocznych, przytłaczających soulsów. Lokacje są zaprojektowane z wyczuciem włoskiego renesansu, co dodaje im stylu i sprawia, że warto się nimi zachwycić.

Muzyka to głównie tło, klimatyczna i subtelna, choć kilka kawałków faktycznie zapada w pamięć. Niestety dźwiękowo jest trochę słabo – mało różnorodności, słabe reakcje audio i brak głosów u NPC-ów, co trochę psuje immersję.

Problemy techniczne – pięta achillesowa

Niestety technicznie gra nie błyszczy. Na premierę trafiły się liczne błędy: bossowie bez pasków życia, wpadanie w mapę, przeciwnicy zamrażający się w bezruchu, przerywanie ataków – wszystko to zaburza płynność rozgrywki.

Wydajność jest nierówna – spadki FPS w niektórych miejscach nawet na mocnych maszynach. Brak pełnej możliwości przeprogramowania klawiszy to poważny minus dla graczy preferujących klawiaturę. Do tego dochodzą crash’e, zamrażania i błędy interfejsu, które dają wrażenie niedopracowania.

Twórcy obiecują poprawki i mają plan aktualizacji, kilka patchy już wypuszczono, ale wrażenia pozostają mieszane. Enotria wymaga sporo dopracowania, by mogła naprawdę zabłysnąć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *