Z1 Battle Royale

Wejście do Z1 Battle Royale to jak wskoczenie w wir absolutnego chaosu. Na początku meczu, gdy do 150 graczy wyskakuje z samolotu i spada na coraz mniejszą mapę, wszystko wygląda… no, totalnie szalenie. Czasami to chaos w dobrym tego słowa znaczeniu – powstają epickie momenty akcji, adrenalina skacze przez sufit i czujesz się jak w pełnym napięcia filmie akcji. Innym razem jednak wygląda to bardziej jak przypadkowy bałagan, w którym nie wiesz, co się dzieje i gdzie zmierzasz.
Co ciekawe, Z1 Battle Royale powstało zanim na scenę weszły takie giganty jak Fortnite czy PUBG, ale wciąż szuka swojego własnego stylu i charakteru. Najciekawszym nowym dodatkiem jest tu Auto Royale, tryb w stylu destrukcyjnego derby samochodowego, który całkowicie odświeża rozgrywkę i daje powiew świeżości w klasycznym battle royale.

Na pierwszy rzut oka Z1 Battle Royale jest zaskakująco prosty, przynajmniej w dobrym sensie. W odróżnieniu od PUBG, gdzie skupiamy się na realistycznym odwzorowaniu broni i balistyki, czy od Fortnite, który bawi się budowaniem baz i dziwnymi strukturami, Z1 Battle Royale pływa gdzieś po środku. Nie ma tu dziesiątek attachmentów do karabinów ani gigantycznych wież snajperskich. Brak charakterystycznego „looku” czasami daje wrażenie pustki, ale z drugiej strony sprawia, że gra jest bardzo przystępna dla nowych graczy. Wsiadasz do gry, bierzesz broń i od razu działasz – niczego tu nie kombinujesz przez dziesięć minut.
Wybór miejsca lądowania na mapie jest jednym z ciekawszych elementów. Zamiast losowego lotu samolotu jak w PUBG, tu wybierasz region, w którym chcesz wylądować, a im więcej graczy tam schodzi, tym kolory terenu zmieniają się od żółtego, przez pomarańcz, do czerwonego. Dzięki temu możesz sam zdecydować, czy od razu wskakujesz w ogień walki, czy wolisz spokojniej się rozkręcać. Fajne, ale trochę zabija spontaniczność – większość drużyn wybiera te same miejsca za każdym razem i potem szybko pędzi do strefy, gdy znajdą pojazd.

Trochę historii: Z1 Battle Royale zadebiutowało w 2015 roku na Steam Early Access jako hardcore’owa gra zombie-survival inspirowana DayZ z ARMA 2. Kilka miesięcy później dodano tryb battle royale znany jako King of the Kill, który zdobył taką popularność, że doczekał się własnej wersji w Early Access. W 2016 roku wersja zombie przemianowana została na Just Survive, a King of the Kill w 2017 roku wróciło do nazwy Z1 Battle Royale, oficjalnie wychodząc z wczesnego dostępu w 2018 roku. To właśnie tę wersję opisuję tutaj.
Rozgrywka Z1 Battle Royale dzieli się na trzy główne fazy. Pierwsza to klasyczne lootowanie i dotarcie do strefy. Zamiast elektrycznego pola jak w PUBG, tu uciekasz przed toksycznym gazem, który powoli zamyka mapę. Lootowanie jest szybkie i przyjemne – rzadko zdarza mi się przeszukać więcej niż 2-3 domy, zanim mam pełny ekwipunek: karabin dalekiego zasięgu, broń automatyczną, coś do rzucania jak granat czy molotov, hełm, plecak. To wystarczy, by przetrwać do momentu, kiedy pojawiają się skrzynie z naprawdę mocnym sprzętem. Minusem jest brak różnorodności – schemat lootu jest praktycznie zawsze taki sam, choć domy zmieniają się w zależności od mapy.
Jest też lekki element craftingu, który wprowadza Z1 Battle Royale – nic złożonego, jak w Fortnite, ale możesz rozkładać ubrania i plecaki na materiał do tworzenia bandaży albo połączyć je z taśmą i metalem, by zrobić pancerz. Pomysł fajny, ale nie rozwija się w pełny system craftingu, więc można by go równie dobrze pominąć.

Co do broni – nie ma tu miliona attachmentów ani epickich rzadkich karabinów. Najczęściej grasz AR-15 na dystans, AK-47 do średniego zasięgu i albo recurve bow z wybuchowymi strzałami (jeśli masz szczęście), albo shotgun na bliski dystans. Często używałem tych samych zestawów, bo nie było większej zachęty do eksperymentowania. Brak bonusów do alternatywnych broni sprawia, że różnorodność praktycznie nie istnieje.
Druga faza gry to jeżdżenie i eliminowanie resztek przeciwników. Tutaj Z1 Battle Royale pokazuje swoją absurdalną stronę – nie da się przejechać kogoś autem, ale możesz wyskoczyć z pojazdu w pełnym biegu i nic ci się nie stanie. To zmienia dynamikę walki z samochodami, dając trochę szansy graczom pieszym. Jeśli nie zestrzelisz kierowcy lub pasażerów w porę, mogą dojechać, wyskoczyć, zestrzelić cię shotgunem i wskoczyć z powrotem do auta – wszystko w jednej akcji. Niezły mindfuck, ale też mega satysfakcjonujący, gdy ci się uda.
Faza ta może być epickim krwawym chaosem albo nudnym ukrywaniem się, w zależności od twojej drużyny i szczęścia. Niestety, często zdarza się to drugie, co sprawia, że spora część meczu bywa mało ekscytująca.
Trzecia faza to ostatnie starcia i skrzynie. Kiedy zostaje mniej więcej 15 osób, krąg staje się za mały na pojazdy, a na mapie zaczynają spadać skrzynie z naprawdę mocnym sprzętem: snajperkami, karabinami z celownikami i różnymi bajerami. Ryzyko zdobycia skrzynki jest ogromne, ale jeśli nie podniesiesz lepszego ekwipunku, w finale jesteś na straconej pozycji.

Świetne w Z1 Battle Royale jest to, że nie ma pay-to-win – wszystkie ulepszenia są kosmetyczne. Masz trzy waluty: crowns za realne pieniądze, skulls zdobywane w grze i scrap z wymiany niechcianych skinów. System skrzyń jest bardzo przyjemny – przypomina Overwatcha, gdzie otwieranie skrzynek to czysta frajda, a jednocześnie nie czuje się wymuszone.
Teraz wisienka na torcie – Auto Royale. To tryb, w którym dziesiątki pojazdów, każdy z kierowcą i trzema strzelcami, walczą ze sobą w prawdziwym piekle przypominającym Mad Maxa czy Twisted Metal. Możesz wybrać powolny, pancerny truck albo szybki, zwrotny sedan. Zamiast lootować budynki, biegasz po mapie, wjeżdżając w świecące power-upy jak w Mario Kart, a wszystkie przedmioty trafiają do wspólnego bagażnika. Są też rampy, które pozwalają na spektakularne loty i flipy – trochę szaleństwa nigdy nie zaszkodzi.
Bycie kierowcą wymaga dobrego znania mapy i przewidywania ruchów przeciwników, a bycie strzelcem w aucie to test refleksu i celności. Auto Royale jest szybkie, pełne akcji, a przy tym daje inne doświadczenie niż standardowy Z1 Battle Royale – dwie role, więcej przedmiotów i totalnie nowa dynamika walki.
Podsumowując, Z1 Battle Royale to battle royale dla fanów szybkiej, brutalnej i pełnej akcji rozgrywki, z fajnym systemem kosmetyków i jednym z najbardziej odjechanych trybów dodatkowych w świecie BR. Auto Royale jest na tyle dobry, że spokojnie mógłby istnieć jako osobna gra, ale jako dodatek do klasycznego Z1 Battle Royale działa po prostu świetnie.
Jeżeli szukasz czegoś, co łączy klasyczną rywalizację BR z nutą absurdalnego szaleństwa i samochodowego chaosu – Z1 Battle Royale nadal daje radę i potrafi wciągnąć na długie godziny.






