Blades of Fire

Blades of Fire to trzecioosobowe action-RPG od MercurySteam – studia odpowiedzialnego za świetne Metroid Dread i serię Castlevania z ery PS3/Xbox 360. Pomysł na grę, w której kowal wykuwa własną broń i rusza nią podbijać świat, brzmi intrygująco. I częściowo ten pomysł naprawdę błyszczy – ale tylko częściowo.

System kuźni – zdecydowanie najlepszy element

Wcielasz się w Arana, zwykłego człowieka, który trafia w posiadanie legendarnego młota kowalskiego i wyrusza powstrzymać królową prowadzącą królestwo ku zagładzie. Broń do tej misji budujesz samodzielnie i to właśnie kuźnia jest sercem całej gry.

Nowe typy uzbrojenia odblokowujesz przez pokonywanie konkretnych wrogów. Rozbicie 60 szkieletów daje projekt Claymore’a, pięciu włóczników – Długą Włócznię. Po zebraniu planu udajesz się do mistycznej kuźni, gdzie konfigurujesz elementy broni wpływające na wagę, balans, obrażenia i zużycie staminy. Finalny etap to ręczne wykuwanie – uderzasz w rozgrzany metal, żeby dopasować go do kształtu ostrza. Im precyzyjniej, tym więcej gwiazdek i tym dłużej broń posłuży przed złomowaniem.

System jest początkowo nieintuicyjny i słabo wytłumaczony, ale gdy już go ogarniesz, staje się najbardziej satysfakcjonującym elementem gry. Możesz też nadać broni własną nazwę – drobnostka, która zaskakująco mocno buduje przywiązanie do oręża.

Walka – wystarczająca, ale płytka

Pomimo 35 różnych typów broni, walka sprowadza się do zaledwie ośmiu ataków kierunkowych – wciskasz przycisk odpowiadający części ciała, w którą chcesz trafić. W późniejszych etapach wrogowie mają różne poziomy odporności na poszczególnych częściach ciała, co wymusza celowanie w słabe punkty. Niektórzy przeciwnicy, jak trolle z dwoma paskami zdrowia i ciągłą regeneracją, stanowią ciekawe wyzwanie taktyczne – ale to wyjątek, nie reguła.

Parowania i perfekcyjne uniki ratują sytuację, dodając nieco głębi, ale bez nich walka byłaby naprawdę monotonna. Animacje wykańczania przeciwników powtarzają się zbyt często, a kombinacje ataków nie dają żadnych realnych bonusów.

Śmierć nie jest tu tak karząca jak w Dark Souls – upuszczona broń zamienia się w kamień i czeka na Ciebie w miejscu zgonu, bez ryzyka permanentnej utraty.

Fabuła – największe rozczarowanie

Historia Arana i jego walki z królową nigdy nie zaskoczyła ani nie wzruszyła. Postacie są płaskie – Aran to mniej charyzmatyczny odpowiednik Kratosa, Asdo pełni rolę podobną do Atreusa, a kolejne postacie wpasowują się w archetypy dobrze znane z serii God of War. Podobieństwa są tak wyraźne, że zaczynają razić.

Zakończenie gry należy do najbardziej rozczarowujących w ostatnich latach – credits toczą się bez prawdziwego rozwiązania, a zobaczenie właściwego finału wymaga długiego polowania na sekrety po ukończeniu kampanii.

Mapa i eksploracja

Świat gry kryje sporo opcjonalnych sekretów – kapliczki ulepszające broń, skrzynie z miksturami, klejnoty zwiększające zdrowie i wytrzymałość. Problem w tym, że mapa jest nieintuicyjna i nie radzi sobie z wielopoziomowym terrenu. Eksploracja, która mogła być przyjemna, zbyt często zamienia się w błądzenie.

Blades of Fire to gra o nierównych filarach. Kuźnia błyszczy i dostarcza autentycznej satysfakcji. Walka jest znośna, ale zbyt prosta jak na swoje ambicje. Fabuła zawodzi na całej linii. Jeśli system wykuwania broni brzmi dla Ciebie wystarczająco kusząco – znajdziesz tu dziesiątki godzin solidnej zabawy. Jeśli szukasz pełnego pakietu, możesz poczuć niedosyt.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *