Directive 8020

Po czterech latach przerwy od The Devil in Me studio Supermassive Games otwiera drugi sezon antologii Dark Pictures grą, która przenosi akcję tam, gdzie nikt wcześniej tej serii nie widział – w głęboki kosmos. I choć brzmi to jak ryzykowna zmiana, Directive 8020 udowadnia, że izolacja i wrogie środowisko działają w horrorze równie dobrze bez względu na szerokość geograficzną.
Fabuła i klimat
Wcielamy się w załogę statku Cassiopeia, wysłanego na rekonesans pierwszej egzoplanetarnej kolonii ludzkości. Oficjalnie to misja ostatniej nadziei dla umierającej Ziemi – nieoficjalnie, jak można się domyślić, prawda jest bardziej złożona. Gra bardzo wyraźnie czerpie inspiracje z takich klasyków jak Obcy czy Coś i nie ukrywa tego ani przez chwilę. Mimo to nie jest zwykłym klonem – zagrożenia, które stopniowo odkrywamy, mają własną tożsamość wizualną i nie wyglądają jak odrobiona pożyczona praca domowa.

Na przestrzeni ośmiu odcinków i około 10 godzin rozgrywki historia serwuje paranoje, spisek korporacyjny, narastające napięcie i w końcu czysty, adrenalionowy strach. Główny zwrot fabularny nie jest ani boleśnie oczywisty, ani wzięty z powietrza – uważni gracze mogą go wywnioskować samodzielnie, co daje autentyczną satysfakcję.
Postacie i oprawa techniczna
Bohaterowie są wyraziści, zapadający w pamięć i wielowymiarowi, a technologia performance capture Supermassive stoi na bardzo wysokim poziomie. W pewnych ujęciach modele postaci wpadają lekko w uncanny valley – to efekt uboczny najwyższej jak dotąd wierności graficznej w historii studia, ale zdecydowanie nie psuje odbioru.

Powraca mechanika rozwijania cech charakteru przez wybory dialogowe, prowadząca do odblokowywania wzajemnie wykluczających się Przeznaczeń postaci. Bywa to satysfakcjonujące, gdy stanowi naturalną kulminację emocjonalnego łuku bohatera. Zdarza się jednak, że blokuje dostęp do określonych wyborów fabularnych w sposób, który trudno przewidzieć – to jeden z niewielu momentów, gdy gra karze gracza nie za złe decyzje, lecz za brak wiedzy, której nie miał skąd zaczerpnąć.
Nowa mechanika skradania
Największą nowością są aktywne sekcje skradankowe – ukrywanie się w cieniu, zasłanianie się osłonami, odwracanie uwagi wroga. Nic rewolucyjnego, ale skutecznie odświeża formułę, która przez poprzednie odsłony zaczynała przypominać powieść wizualną z elementami QTE. Niestety pod koniec gry mechanika ta jest nieco nadużywana – zbyt wiele momentów zagrożenia domyślnie sprowadza się właśnie do skradania, zamiast sięgać po inne narzędzia z repertuaru Dark Pictures.

Drzewko scen – błogosławieństwo i przekleństwo
Gra oferuje rozbudowane opcje dostępności i dwa główne tryby: Explorer (możliwość cofania się do dowolnej sceny) i Survivor (grasz z konsekwencjami swoich decyzji). Nowym elementem jest drzewo scen pokazujące wszystkie możliwe ścieżki fabularne. Po ukończeniu gry to niezwykle przydatne narzędzie – pozwala odkryć 44 unikalne śmierci postaci czy ukryte easter eggi.
Problem w tym, że drzewo jest dostępne już podczas pierwszego przejścia, bez żadnego ostrzeżenia o spoilerach. Nawet przypadkowe rzucenie okiem niszczy część napięcia – kiedy wiadomo, które sceny nie grożą prawdziwą śmiercią, ostrość QTE wyraźnie maleje. Zdecydowanie warto omijać ten ekran na pierwszym playthrough.

Dźwięk i oprawa muzyczna
Aktorstwo głosowe i efekty dźwiękowe stoją na wysokim poziomie, natomiast dźwięk przestrzenny zawodzi – kierunkowość jest nieprecyzyjna, co w sekcjach skradankowych może być nie tylko irytujące, ale wręcz kosztować życie postaci. Na plus zdecydowanie zasługują muzyczne wprowadzenia do każdego odcinka – klimatyczne i emocjonalne, świetnie budujące nastrój.
Directive 8020 to solidny, mrożący krok naprzód dla antologii Dark Pictures – zarówno pod względem widowiskowości, jak i storytellingu. Kosmiczny setting sprawdza się znakomicie, historia angażuje, a postacie naprawdę zapadają w pamięć. Kilka decyzji projektowych kuleje, ale nie na tyle, by odbierać przyjemność z rozgrywki. Drugi sezon zaczyna się obiecująco.






