Diablo 4: Lord of Hatred

Po tym, jak Vessel of Hatred zostawiło historię w połowie zdania, Lord of Hatred miało sporo do udowodnienia. Dobra wiadomość: udowodniło. Zła wiadomość: jeden poważny błąd w systemie co-op psuje to, co mogło być perfekcją.
Osiem godzin. Tyle trwa główna kampania Lord of Hatred i szczerze – to jedne z najlepszych ośmiu godzin, jakie Blizzard kiedykolwiek napisało. Akcja przenosi się na Skovos – śródziemnomorską wyspę będącą według lore’u Diablo kolebką ludzkości. Piękna, jeszcze niezniszczona do końca, z mglistymi lovecraftowskimi wybrzeżami i wulkanicznymi piekłami w jednym miejscu. Twisty, tragedie, filozofia demonów dyskutowana między kolejnymi hordami impów – historia wciąga od początku do końca i domyka narracyjny łuk, który budował się od 2023 roku. To rzadki przypadek w serii, kiedy kampania to coś więcej niż pretekst do grindowania.

Dwie nowe klasy – jedna znana, jedna rewolucyjna
Paladyn to czyste nostalgiczne comfort food dla weteranów Diablo 2 – potężny, odporny, z buildami opartymi na aurach, które w co-opie potrafią zamienić drużynę w niezatrzymywalną maszynę śmierci. Sprawdza się znakomicie, ale nie zaskakuje.
Warlock to zupełnie inna historia. Nowa klasa oferuje cztery osobne dyscypliny, które można ze sobą mieszać – od przywoływania demonów w stylu Nekromancera, przez zamianę siebie w demona, aż po hybrydy, których kształt zależy wyłącznie od twojej wyobraźni i cierpliwości przy min-maxingu. To najbardziej różnorodna klasa w historii Diablo 4 i godziny spędzone na eksperymentowaniu z buildami to jedne z najlepiej zainwestowanego czasu w tej grze.

Drzewka umiejętności – nareszcie mają sens
Przebudowa wszystkich sześciu istniejących klas to zmiana, o której mówi się mniej, a która robi ogromną różnicę. Zamiast nudnych bonusów pasywnych zwiększających obrażenia o X procent, drzewka teraz zmuszają do dokonywania prawdziwych wyborów. Ściana demonów może okrążyć wroga i go uwięzić – albo eksplodować w grupę wojowników. Ogniste węże Czarodziejki można zamienić w lodowe, jeśli pasuje to do twojego buildu. Te zmiany naprawdę działają i każda postać zaczyna czuć się unikalna nawet w porównaniu z graczami tej samej klasy.

Jest jedno zastrzeżenie: przy głębszych umiejętnościach limit 15 punktów zamiast poprzednich pięciu sprawia, że spora część levelowania sprowadza się do monotonnego inwestowania punktów w to, co już wybrałeś. Kierunek zmian jest dobry, ale można było pójść dalej.
Endgame gęsty jak czarna smoła
Endgame w Lord of Hatred to najbardziej rozbudowana i najmniej frustrująca wersja systemu końcowej gry w historii Diablo 4. System War Plans działa jak kuratowany playlista aktywności – jedna po drugiej, z teleportacją między nimi i natychmiastowym dostępem do nagród. Nie ma już szukania kluczy do Nightmare Dungeonów ani czekania na eventy Helltide. Przechodzisz przez Pit, skaczysz do lair bossa, wracasz po nagrody. Każda aktywność ma własne drzewko perków pozwalające modyfikować przebieg eventów i targetować konkretne nagrody.
Talisman System dodaje odpowiednik set bonusów, ale bez przymusu noszenia konkretnego zestawu zbroi. Horadric Cube potrafi zamieniać zwykłe przedmioty w unikalne i wycisnąć dodatkowe staty z najlepszego sprzętu. Loot filter pozwala filtrować zdobycz z precyzją chirurga. 12 poziomów trudności endgame zamiast poprzednich czterech. Treści jest tu na setki godzin i gra nie wyczerpuje się przedwcześnie.
Jeden poważny błąd
Niestety, War Plans ma fundamentalną wadę w co-opie. Każdy gracz ma własną, losową playlistę aktywności. Jeśli grasz z przyjacielem, twoje postępy zaliczają się tylko wtedy, gdy twoja następna aktywność przypadkowo zgadza się z jego. W praktyce oznacza to, że albo czujesz się obywatelem drugiej kategorii, gdy ktoś inny prowadzi, albo czujesz się winny, że twoi znajomi marnują czas na twojej playliście. To drobny detal, który podkopuje jeden z fundamentów całego systemu i aktywnie zniechęca do grania w co-opie – co w grze projektowanej z myślą o wspólnej zabawie brzmi absurdalnie.

Bonus: wędkarstwo
Tak. Diablo 4 ma teraz wędkarstwo. Między zabijaniem demonicznych lordów a walką o własne zdrowie psychiczne możesz wyciągnąć wędkę i po prostu łowić ryby. Mechanika jest prosta do granic możliwości i po uzupełnieniu kolekcji nie ma już powodu do niej wracać – ale sam fakt, że Blizzard to dodało, jest tak absurdalnie zabawny, że trudno mu nie kibicować.
Diablo 4: Lord of Hatred to najlepsza wersja Diablo 4, jaką mieliśmy do tej pory – z kampanią na poziomie najlepszych w serii, dwiema świetnymi klasami, przemyślanym endgamem i przebudowanymi drzewkami umiejętności. Problem z co-opem w War Plans to niedopatrzenie, które boli tym bardziej, że reszta systemu jest tak dobra. Jeśli czekałeś na powód, żeby wrócić do Sanctuary – właśnie go masz.






