Forza Horizon 6

Przez pięć odsłon serii wszyscy zadawali to samo pytanie – kiedy w końcu Japonia? Kraj, który dosłownie wynalazł drifting, który ma Daikoku PA i który odpowiada za jeden z niewielu samochodów, jakie wyrwały Dominica Torretto z jego ukochanego Dodge’a. Odpowiedź brzmiała: nie teraz. Aż do szóstki. I po tygodniu spędzonym za kierownicą Forza Horizon 6 jestem szczerze zadowolony, że Playground Games czekało tak długo.
Mapa, która zmienia wszystko
To, co odróżnia szóstkę od poprzedniczek, to przede wszystkim jakość mapy. Nie chodzi tylko o rozmiar czy urodę – choć jest największa i najpiękniejsza w historii serii – chodzi o wiarygodność. Każdy zakątek tej wersji Japonii czuje się jak prawdziwe miejsce docelowe, nie tylko jako punkt na trasie między dwoma checkpointami.

Mapa łączy skrojoną wersję Tokio z pagórkowatą wsią, polami ryżowymi, gęstymi lasami, ostrymi górami, malowniczymi wioskami i rozległymi Alpami Japońskimi. Geograficznie to absolutny nonsens – ale japońska mapa Forza Horizon 6 nie udaje Japonii. To park rozrywki dla samochodów z japońską estetyką i jest w tym znakomita.
Sceneryjne widoki robią wrażenie – panorama Tokio oglądana z najwyższego punktu mapy, moment wyjeżdżania z tunelu prosto w dziką przyrodę, gdzie autostradę otaczają góry z ośnieżonymi szczytami. Ale równie mocno wciągają detale: złuszczona farba na betonowych filarach przerosłych roślinnością, zróżnicowane faktury asfaltu, wypalone ślady opon na górskich oznaczeniach drogowych. Każdy parking na mapie wygląda inaczej i jest dopasowany do otoczenia – od wielopoziomowego w stylu Tokyo Drift przy dokach, po kilka miejsc przed lokalnym konbini.

Jak się jeździ?
Prowadzenie w Forza Horizon 6 to wciąż ten sam złoty środek między symulacją a arkadą, który seria doskonaliła przez lata. Na padzie czujesz wagę auta i realistyczny grip, ale gra nie karze cię za każdy błąd jak prawdziwy symulator. Na kierownicy natomiast wyraźnie wyczuwalny jest wzrost przyczepności przednich kół – i to naprawdę robi różnicę podczas pokonywania licznych serpentyn i zakrętów hairpin, których tu nie brakuje.
Sztuczna inteligencja wydaje się reagować sprawniej niż w poprzednich częściach – rywale częściej wykonują sensowne manewry obronne i unikają kolizji. Samo wyścigowe jądro gry nie zrewolucjonizowało się, ale nie musiało – wyścigi w Forza Horizon 6 wciąż są po prostu świetne.

Dźwięk i grafika samochodów
Dźwięk samochodów osiągnął nowy poziom. Absolutnym hitem jest pogłos w tunelach – jeśli masz choć odrobinę motoryzacyjnego zboczenia, będziesz nagminnie downshiftować w każdym tunelu, na jaki trafisz. Do tego subtelne piski przepracowanych hamulców, para z wydechu w mroźne poranki, szyby oblepione cienką warstwą lodu. Auta wyglądają tak, jakby naprawdę istniały w tym świecie, a nie tylko były na nim położone.
Długo oczekiwana możliwość naklejania decali na szyby może brzmieć banalnie, ale daje przyjemne poczucie własności – nawet dwie naklejki na tylnej szybie robią różnicę.

Kampania i progresja
Szóstka wraca do struktury opasek z pierwszej części serii i wychodzi jej to na zdrowie. Progresja jest bardziej czytelna niż w Horizon 5, z wyraźnym finałem i zamkniętą częścią mapy odblokowaną dopiero po osiągnięciu najwyższej rangi. Każdy etap kończy się wielkim wydarzeniem – Showcase’em lub nowym typem wyścigu Rush, który jest w zasadzie rozbudowanym torem przeszkód z samolotami w tle. Jeden z Showcase’ów – z mechanicznym olbrzymem tratującym Tokio – to prawdopodobnie najbardziej szalony moment w historii serii Forza Horizon.
Równolegle do kampanii biegnie wątek eksploracyjny – street race’y, wyścigi touge, dokumentowanie odkryć w dzienniku „Discover Japan” i tropieniu plotek o barn finds. To solidny powód, żeby schodzić z utartych szlaków.
Narzędzia twórców i multiplayer
Narzędzia do tworzenia zawartości dostały ogromne wsparcie. Możesz teraz urządzać własny garaż, budować prywatne tory wyścigowe na swojej posiadłości w japońskiej głuszy, a nawet stawiać wieloosobowe aktywności gdziekolwiek w otwartym świecie. Drag racing bez ekranów ładowania, touge, spontaniczne car meety – to zmiany, na które część fanów czekała dosłownie 20 lat.
Forza Horizon 6 to nie jest Horizon 5 na nowej mapie. To seria, która znalazła w końcu idealne miejsce dla siebie – i w pełni je wykorzystała.






