Clash of Critters

Miałem zainstalować ją na chwilę, żeby sprawdzić, o co tyle szumu. Minęły trzy godziny, a ja nadal siedziałem i kombinowałem, dlaczego mój skład z żabą w środku działa gorzej niż powinien. Klasyczna pułapka mobilnego auto-battlera – i Clash of Critters zastawiło ją na mnie perfekcyjnie.
Stworki, które trudno nie polubić
Zacznijmy od tego, co rzuca się w oczy od pierwszej minuty – oprawa wizualna jest absolutnie urocza. Tatari, czyli stworki tworzące nasz zespół, wyglądają jak żywcem wyjęte z kreskówki, którą chciałbyś oglądać w sobotnie poranki. Każdy ma swój charakter, animacje są płynne, a starcia wyglądają na tyle czytelnie, że zawsze wiesz, co się właściwie dzieje na polu walki – a to w tym gatunku wcale nie jest oczywiste.

Porównania do Super Auto Pets są nieuniknione i uczciwe, ale Clash of Critters nie jest zwykłym klonem. Twórcy wzięli sprawdzony schemat i dodali do niego własne pomysły, które całkiem nieźle odświeżają formułę. System słodyczy i pinballi jako waluty do rozwijania Tatari daje przyjemne poczucie progresu – zawsze czujesz, że zbliżasz się do czegoś konkretnego, a nie klikasz w próżnię.
Głębsza niż wygląda
Pierwsza godzina może sprawiać wrażenie, że to prosta gra dla dzieci. Potem zaczynasz zauważać, że synergie między Tatari potrafią być naprawdę złożone, a ułożenie składu to nie jest kwestia wybrania pięciu najsilniejszych stworków i liczenia na cud. Pozycjonowanie ma znaczenie, kolejność aktywacji umiejętności ma znaczenie, a odpowiednie dobranie kapsułek Tatari potrafi diametralnie zmienić styl gry całego zespołu.

To właśnie ten poziom głębi sprawia, że po przegranej serii nie odkładasz telefonu z frustracją, tylko zaczynasz od razu myśleć, co zmienić. Pętla rozgrywki wciąga skutecznie – kolejna próba zawsze wydaje się być tą, która w końcu zaskoczy.
Kilka rzeczy, które zgrzytają
Byłoby nieuczciwością powiedzieć, że wszystko jest idealne. Tempo zdobywania zasobów bez kodów promocyjnych jest dość powolne, co na dłuższą metę może być odczuwalne. Gra jest free-to-play i widać to w momentach, gdy postęp wyraźnie zwalnia i zaczyna się delikatnie zachęcać do sięgnięcia po portfel.

Sam system onboardingu mógłby być nieco bardziej rozbudowany – mechaniki nie są może bardzo skomplikowane, ale nowy gracz może przez chwilę czuć się zgubiony, zanim złapie rytm. Trochę więcej prowadzenia za rękę na początku nikomu by nie zaszkodziło.
Clash of Critters to jedna z przyjemniejszych mobilnych gier auto-battler, jakie pojawiły się w ostatnim czasie. Urocza, głębsza niż wygląda i niebezpiecznie wciągająca – dokładnie taka kombinacja, która sprawia, że odkładasz telefon znacznie później niż planowałeś. Jeśli gatunek w ogóle ci odpowiada, po prostu zainstaluj ją i sprawdź sam. Tylko miej się na baczności, bo ta gra nie pyta, czy masz czas – ona po prostu bierze go sobie.






