Marvel Cosmic Invasion

Nie da się ukryć, że powrót mody na lokalny co-op w ostatnich latach to w dużej mierze zasługa Hazelight Studios. To właśnie oni, dzięki takim hitom jak It Takes Two czy Split Fiction, przypomnieli ludziom, jak ogromną frajdę daje granie razem na jednej kanapie. Ale prawda jest taka, że lokalny co-op nigdy tak naprawdę nie zniknął. On po prostu na chwilę zszedł na dalszy plan, kiedy świat zachłysnął się multiplayerem online.
Jeśli cofnąć się do lat 2000., oba światy żyły obok siebie. Z jednej strony rozwijał się Xbox Live, a z drugiej wciąż siedzieliśmy obok siebie, grając w Gears of War, Castle Crashers czy Rock Band. Dla wielu osób, w tym dla mnie, to były złote czasy wspólnego grania. I nie chodzi tylko o konsole. Salony arcade też miały swoje pięć minut. Wrzucone monety znikały w ekspresowym tempie przy takich klasykach jak The Simpsons, Teenage Mutant Ninja Turtles, Sunset Riders czy X-Men. Granie ramię w ramię z kumplami miało w sobie coś magicznego.

Później przyszła moda na barcade’y i nagle znów można było poczuć ten klimat. Nostalgia wróciła, ale szybko okazało się, że stare beat ’em upy mają swoje ograniczenia. Nadal dają masę zabawy, ale były projektowane tak, żeby wyciągać z gracza każdą monetę, a niekoniecznie oferować głębię na dłużej.
I wtedy na scenę wkroczyło Tribute Games. W 2022 roku wypuścili Teenage Mutant Ninja Turtles: Shredder’s Revenge, czyli idealny list miłosny do klasycznych automatów. Gra połączyła staroszkolny klimat z nowoczesnymi rozwiązaniami i okazała się czystą przyjemnością, zarówno solo, jak i w co-opie na kanapie.
Teraz, trzy lata później, studio wraca z Marvel Cosmic Invasion. I trzeba to powiedzieć wprost: to nie tylko godny następca arcade’owego X-Menów z 1992 roku, ale też gra, która pod niemal każdym względem przebija Shredder’s Revenge.

Jeśli grałeś wcześniej w Shredder’s Revenge, stare X-Meny albo jakiegokolwiek beat ’em upa, od pierwszych minut poczujesz się tu jak w domu. Jest kampania, w której na każdym etapie wybierasz bohaterów Marvela, oraz klasyczny tryb arcade, gdzie brak żyć oznacza koniec zabawy. Ale jest jedna różnica, która od razu rzuca się w oczy. Wybierasz nie jednego, a dwóch bohaterów.
To właśnie ten system sprawia, że rozgrywka jest wyraźnie głębsza niż wcześniej. Możesz przełączać się między postaciami w dowolnym momencie, a także wzywać drugiego bohatera do pomocy w trakcie walki. Ma to ogromne znaczenie, bo choć każdy heros ma podobny zestaw ruchów, to styl gry potrafi się diametralnie różnić.
Wszyscy mają podstawowe ataki, uniki, supery, ale diabeł tkwi w szczegółach. Black Panther i Spider-Man są szybcy, zwinni, świetnie radzą sobie z kombosami i atakami dystansowymi. She-Hulk to zupełnie inna bajka. Wolniejsza, cięższa, za to potrafi zadawać potężne obrażenia, łapać przeciwników i ciskać nimi po planszy.
To otwiera drzwi do świetnych kombinacji bohaterów. Możesz iść w klimatyczne duety znane z komiksów, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby połączyć brutalnego wojownika wręcz z mobilnym bohaterem dystansowym. Taki miks sprawia, że jesteś gotowy na wszystko, co gra rzuci ci pod nogi.
Ma to szczególne znaczenie w trybie arcade, gdzie wybór bohaterów blokuje się na całą rozgrywkę. W kampanii masz więcej swobody i możesz zmieniać postacie przed każdą misją. Dzięki temu łatwiej dopasować skład do konkretnych wyzwań i celów pobocznych.

A tych wyzwań jest sporo i nie są one tylko pustymi achievementami. Ich ukończenie odblokowuje fragmenty Cosmic Matrix, czyli systemu nagród, który daje dostęp do modyfikatorów arcade, nowych kolorów strojów, easter eggów i różnych smaczków dla fanów.
Do tego dochodzi system rozwoju postaci. Każdy bohater może zdobywać poziomy, zwiększać statystyki, odblokowywać nowe warianty kostiumów i ulepszać pasywne umiejętności. Dzięki temu z czasem czujesz, że twoja drużyna naprawdę staje się potężniejsza.
Jeśli chodzi o zawartość i głębię, Marvel Cosmic Invasion potrafi wciągnąć na długie godziny i regularnie zachęca do kolejnych powrotów.
Ogromne wrażenie robi też oprawa. Już Shredder’s Revenge był świetnie zrealizowany, ale tutaj Tribute Games weszło na jeszcze wyższy poziom. Cutscenki stylizowane na kadry z komiksów wyglądają kapitalnie, a bohaterowie rzucają tekstami w trakcie walki, komentują sytuację i prowadzą krótkie dialogi między sobą. To drobiazgi, ale pokazują ogromny szacunek do materiału źródłowego.
Nie wszystko jest idealne. Fabuła jest raczej pretekstem do okładania przeciwników, a voice acting bywa nierówny. Jedne postacie brzmią świetnie, inne już mniej. Szczerze? Przy takiej oprawie wizualnej łatwo to wybaczyć. Gra wygląda fenomenalnie. Kolorowe lokacje, komiksowy styl i masa detali sprawiają, że za każdym razem można odkryć coś nowego.
Oczywiście da się grać solo i bawić się naprawdę dobrze, zwłaszcza że sterujesz dwiema postaciami. Ale nie ma co się oszukiwać. Marvel Cosmic Invasion najbardziej błyszczy w gronie znajomych. Gra obsługuje do czterech graczy, lokalnie i online. Im więcej osób, tym więcej chaosu, ale takiego kontrolowanego. Kombosy lecą jak szalone, ekran żyje akcją, a satysfakcja tylko rośnie.
Tryb online działa w większości bez problemów, choć zdarzyły się drobne spadki płynności i jeden poważniejszy crash. To nic, co całkowicie zniechęca, ale warto mieć to na uwadze.
Na koniec jedno. Marvel Cosmic Invasion doskonale rozumie, dlaczego klasyczne beat ’em upy były tak uwielbiane. To szczery hołd dla gatunku i uniwersum Marvela, a jednocześnie nowoczesna gra, która daje masę swobody i powodów, by do niej wracać. Niezależnie od tego, czy chcesz spędzić weekend z ekipą na kanapie, czy po prostu kochasz arcade’owe mordobicia, to tytuł absolutnie warty czasu i pieniędzy.






