Były twórca GTA nie ma problemu z końcem pudełek. Gracze patrzą na to zupełnie inaczej

Temat gier cyfrowych kontra fizycznych wrócił ze zdwojoną siłą. Najpierw Sony zapowiedziało stopniowe odejście od płyt, później internet obiegła historia gracza, który po utracie starego konta PSN stracił dostęp do zakupionych cyfrowo gier. Teraz swoje trzy grosze dorzucił Dan Houser, współzałożyciel Rockstar Games i jeden z ojców serii Grand Theft Auto. Jego stanowisko może zaskoczyć część fanów.
Podczas panelu na San Diego Comic-Con Houser przyznał, że osobiście nie przywiązuje dużej wagi do tego, czy gry trafiają na płyty. Dodał jednak, że jeśli gracze nadal chcą kupować fizyczne wydania, wydawcy powinni dać im taką możliwość.

Z perspektywy twórcy widzi też sporo zalet dystrybucji cyfrowej. Dzięki niej studia mogą szybciej poprawiać błędy, rozwijać swoje produkcje i reagować na opinie społeczności już po premierze. W czasach, gdy gry ważą ponad 100 GB i dostają regularne aktualizacje, trudno odmówić temu logiki.
Lazlow przypomina o czymś, czego cyfrowe gry nie zastąpią
Podobnego zdania jest były producent Rockstar, Lazlow Jones, choć zwrócił uwagę na aspekt, którego wielu graczom będzie brakować. Jego zdaniem cyfrowa dystrybucja jest niezwykle wygodna, zwłaszcza na urządzeniach pokroju Steam Decka. Kilka kliknięć przed wyjazdem i biblioteka gier jest gotowa do zabrania w podróż.
Jednocześnie przyznał, że zniknie coś, co dla wielu osób było częścią całego hobby – kupno pudełka, zdjęcie folii, otwarcie opakowania i włożenie płyty do konsoli po raz pierwszy. Tego żadna cyfrowa biblioteka nie zastąpi.
GTA 6 już pokazało, dokąd zmierza rynek
Rockstar kilka tygodni temu wywołał ogromne kontrowersje, ogłaszając, że pudełkowe wydanie GTA 6 nie będzie zawierało płyty, a jedynie kod do pobrania gry.
Wielu graczy odebrało to jako początek końca tradycyjnych wydań. Krytykowano przede wszystkim brak możliwości odsprzedaży gry oraz fakt, że kolekcjonerskie edycje tracą część swojego uroku.
Sony i sprawa utraconych kont
Cała dyskusja zbiegła się z decyzją Sony o stopniowym wycofaniu fizycznych wydań gier po 2027 roku. Według zapowiedzi nowe produkcje mają trafiać już wyłącznie do cyfrowej dystrybucji.
Dodatkowo sporo emocji wywołały informacje o zasadach dotyczących nieaktywnych kont PSN. W sieci zrobiło się głośno po wpisie użytkownika, który twierdził, że jego brat utracił stare konto PlayStation Network, a wraz z nim możliwość uruchamiania cyfrowych gier na PlayStation 3 z powodu wygaśnięcia licencji.
Nie wiadomo, jak często dochodzi do takich sytuacji ani czy opisany przypadek wyglądał dokładnie w ten sposób, ale historia błyskawicznie rozeszła się po mediach społecznościowych i ponownie rozpaliła debatę o tym, czy kupując cyfrową grę, naprawdę stajemy się jej właścicielami.
Przyszłość wydaje się przesądzona
Wiele wskazuje na to, że kolejne generacje konsol pójdą właśnie w stronę pełnej cyfryzacji. Zarówno przyszłe PlayStation, jak i następca Xboxa są od dawna łączone z modelem pozbawionym napędu.
Jako gracz widzę plusy obu rozwiązań. Cyfrowe zakupy są szybkie i wygodne, ale nadal lubię spojrzeć na półkę pełną pudełek z grami, do których mogę wrócić po latach. To daje poczucie, że faktycznie coś posiadam. W świecie cyfrowym coraz częściej okazuje się, że kupujemy nie samą grę, lecz jedynie prawo do korzystania z niej – i właśnie to budzi dziś największe obawy wśród graczy.






