Branża gier zmierza ku nowemu kryzysowi? Twórca Fallouta uspokaja, ale sytuacja jest „zła”

Coraz więcej osób związanych z branżą gier zaczyna porównywać obecną sytuację rynku do słynnego kryzysu z 1983 roku. Wtedy przemysł gier praktycznie się załamał. Rynek został zalany tanimi kopiami, słabymi produkcjami i drogimi konsolami, co doprowadziło do gigantycznego spadku zainteresowania graczy. Teraz wielu uważa, że historia zaczyna się powtarzać.
Jednak według Tima Caina, współtwórcy Fallouta, mimo bardzo trudnej sytuacji branża nadal nie znajduje się aż w tak katastrofalnym położeniu jak ponad 40 lat temu.
Rynek jest zalewany „AI slopem” i tanimi grami
Dzisiejszy problem wygląda inaczej niż w latach 80., ale mechanizm pozostaje podobny. Sklepy cyfrowe są coraz bardziej przepełnione niskiej jakości produkcjami, generowanymi przez AI assetami, kopiami popularnych gier i zwykłym shovelwarem.
Skala robi ogromne wrażenie. W samym marcu na Steamie pojawiło się aż 2469 nowych gier. Dziesięć lat temu w tym samym okresie debiutowały zaledwie 343 produkcje. Graczom coraz trudniej oddzielić wartościowe premiery od cyfrowego śmietnika.
Jednocześnie rosną ceny praktycznie wszystkiego. Drożeją konsole, komponenty komputerowe i same gry. Sony oraz Microsoft podnoszą ceny swoich urządzeń, a wydawcy coraz śmielej mówią o standardzie 80 dolarów za nowe produkcje AAA.
Nic dziwnego, że wielu graczy coraz częściej przenosi się na PC.
Problemy branży wykraczają daleko poza same gry
Dzisiejszy kryzys nie dotyczy wyłącznie jakości produkcji. Branżę coraz mocniej uderzają gigantyczne budżety, nieudane gry-usługi oraz masowe zwolnienia. Wiele studiów inwestuje setki milionów dolarów w projekty, które kończą jako spektakularne porażki.
Do tego dochodzą problemy technologiczne. Coraz częściej mówi się o tzw. „RAMpocalypse”, czyli globalnych problemach z pamięcią RAM wywołanych ogromnym zapotrzebowaniem ze strony centrów danych AI. Efekt? Wyższe ceny podzespołów, wolniejszy rozwój technologii i potencjalne opóźnienia kolejnej generacji konsol.
Twórca DOOM-a, John Romero, stwierdził nawet niedawno, że obecna sytuacja wydaje się „bardziej crashowa” niż wydarzenia z lat 80.
Tim Cain: „To złe czasy, ale nie aż tak złe jak w 1983”
Tim Cain uważa jednak, że mimo wszystko obecna sytuacja nadal nie osiągnęła poziomu katastrofy sprzed dekad.
„Jest źle. Cytujcie mnie: jest źle” – powiedział deweloper w rozmowie cytowanej przez PC Gamer. Jednocześnie zaznaczył, że dzisiejszy kryzys nie przypomina jeszcze tego z 1983 roku.
Według Caina tamto załamanie praktycznie zniszczyło amerykański rynek konsolowy. Wiele firm całkowicie zniknęło, a ogromna liczba twórców gier na stałe opuściła branżę.
„Straciliśmy całe pokolenie deweloperów” – tłumaczył Cain. Po upadku rynku przez lata praktycznie nie było pracy dla twórców gier konsolowych w Stanach Zjednoczonych.
Odbudowa trwała niemal dekadę.
Branża nadal tworzy świetne gry, ale przyszłość pozostaje niepewna
Mimo problemów rynek gier nadal potrafi dostarczać znakomite produkcje. Dobrze radzą sobie także azjatyckie rynki, szczególnie Chiny i Korea Południowa. Problem polega jednak na tym, że nawet sukces komercyjny coraz częściej nie gwarantuje stabilności studiom.
Masowe zwolnienia dotykają dziś praktycznie każdej części branży. Nawet zespoły odnoszące sukcesy nie mogą czuć się bezpiecznie. Doskonałym przykładem jest sytuacja wokół Battlefielda 6, gdzie mimo pozytywnego odbioru i rywalizacji z Call of Duty pojawiły się kolejne redukcje etatów.
Na razie trudno przewidzieć, dokąd zmierza cały rynek. Jedno jest jednak pewne – coraz więcej osób zaczyna dostrzegać niepokojące podobieństwa do jednego z najgorszych okresów w historii gier wideo.






