Big Win Racing

Czasem najlepiej po prostu nie psuć czegoś, co działa. Hothead Games doskonale to zrozumiało, rozwijając serię Big Win, która zdążyła już zahaczyć o większość popularnych sportów drużynowych. Gdy wydawało się, że z tej formuły nie da się już wycisnąć nic nowego, na scenę wjeżdża Big Win Racing – gra, która bierze znany schemat lekkiego symulatora sportowego połączonego z kartami kolekcjonerskimi i przenosi go w świat wyścigów stock car. I co ważne: robi to zaskakująco dobrze.
Na start dostajemy pakiet podstawowych kart, który pozwala w ogóle ruszyć na tor. Nie ma co się jednak oszukiwać – to tylko fundament, który bardzo szybko przestaje wystarczać. W przeciwieństwie do innych odsłon Big Win, gdzie budujemy pełną drużynę sportowców, tutaj sytuacja jest prostsza, ale i bardziej wymagająca. Mamy jednego kierowcę i jeden samochód. Tyle. Cała reszta zależy od tego, jak to wszystko złożymy.
Nie tylko kierowca – liczy się cały zespół
Twórcy sprytnie rozwiązali problem „jednoosobowej drużyny”, dodając załogę pit stopu oraz części samochodu jako pełnoprawne elementy rozgrywki. Oprócz kierowcy musisz zadbać o silnik, skrzynię biegów, układ kierowniczy i opony, a także o sześciu członków ekipy technicznej. W pit stopie pracują m.in. zmieniacze opon, nosiciele, lewarek i człowiek od paliwa. Każdy z nich ma znaczenie, a różnice w jakości potrafią realnie wpłynąć na wynik wyścigu.

Karty, rzadkości i bonusy
Cała gra kręci się wokół kart kolekcjonerskich, które występują w kilku poziomach rzadkości: od brązowych po platynowe. Każda karta ma własne statystyki, które można dodatkowo wzmacniać innymi kartami. Ciekawym dodatkiem jest fakt, że części od tego samego producenta mogą dawać bonusy zespołowe, co zachęca do kompletowania zestawów zamiast losowego ulepszania.
Podstawowe paczki kupujemy za walutę zdobytą na torze, a lepsze wymagają Big Bucks, czyli waluty premium. Na szczęście gra dość hojnie pozwala ją zdobywać bez płacenia.
Wyścigi – powtarzalne, ale emocjonujące
Same wyścigi mają swoje ograniczenia. Każdy z nich to osiem okrążeń, osiem samochodów i ten sam trójowalny tor, mocno przypominający Daytona International Speedway. Brakuje różnorodnych tras, co po czasie może nużyć. Z drugiej strony, to, co dzieje się na torze, potrafi wciągnąć.
Jest drafting, są przepychanki, awarie, poślizgi i wielkie kraksy zbierające pół stawki. Każdy samochód zjeżdża do boksu przynajmniej raz, więc dobra ekipa pit stopu potrafi odrobić straty lub nawet wywrócić wyścig do góry nogami.
Karty akcji i styl jazdy
Kluczową rolę odgrywają karty Big Impact, których możemy użyć trzech na wyścig. Dają one różne efekty – od ochrony przed obrotem, przez lepszy start, aż po przewagi taktyczne. Ignorowanie ich praktycznie gwarantuje środek stawki, niezależnie od jakości auta.
Dodatkowo możemy ustawić poziom agresji kierowcy. Albo jedziemy ostro, na kontakcie i przepychankach, albo bardziej technicznie, korzystając z tunelu aerodynamicznego. Odpowiednie połączenie stylu jazdy i kart potrafi zrobić ogromną różnicę.

Tryby gry i długowieczność
Big Win Racing oferuje kilka trybów:
- Tryb mistrzostw, czyli sezony z rosnącym poziomem trudności
- Quick Race, szybkie wyścigi z losowymi graczami
- Friends Mode, wyścigi ze znajomymi z Facebooka
- Trophy Mode, gdzie ryzykujesz walutę premium
- Eventy, które potrafią wymagać dziesiątek, a nawet setek wyścigów
Podczas testów wydarzenie świąteczne wymagało aż 200 wyścigów, co brzmi brutalnie, ale jest wykonalne bez płacenia.
Model free-to-play, który nie boli
Co zaskakujące, gra jest bardzo uczciwa jak na free-to-play. Oferuje dużo darmowych sposobów zdobywania waluty, w tym reklamy i oferty zewnętrzne. Nawet Tapjoy, zwykle irytujący, tutaj faktycznie daje realne korzyści. Da się rywalizować bez wydawania pieniędzy, choć oczywiście płacący mają łatwiej.
Oprawa i klimat
Gra wygląda dokładnie tak, jak inne produkcje Hothead Games. Jest czytelnie, estetycznie i bez fajerwerków. To nie symulator z krwi i kości, ale lekki, karciany wyścigowy „menedżer”, który stawia na zabawę i progresję.
Big Win Racing to bardzo udane rozwinięcie sprawdzonej formuły. Nie odkrywa Ameryki, nie udaje hardcore’owego symulatora i nie sili się na realizm. Zamiast tego oferuje przyjemne wyścigi, sensowną strategię i satysfakcjonujące zbieranie kart. Jeśli lubisz stock cary i karcianki sportowe, trudno o lepszą propozycję na mobile.






