Alarm bombowy w studiu twórców Raymana. Setki osób musiały opuścić budynek

Ostatnie dni nie były spokojne dla Ubisoft Montpellier. Studio musiało zostać ewakuowane po tym, jak pojawiło się zgłoszenie o podłożonej bombie. Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale sama sytuacja na pewno zostawiła po sobie sporo nerwów i niepokoju wśród pracowników.
Według doniesień 19 lutego do francuskiej policji trafił mail z informacją, że w budynku lub w jego pobliżu znajduje się ładunek wybuchowy. Na miejsce szybko przyjechały służby, wyznaczono strefę bezpieczeństwa i rozpoczęto dokładne przeszukanie. Ewakuowano blisko 500 pracowników Ubisoftu, a także setki osób z okolicznych budynków. Specjaliści od materiałów wybuchowych i strażacy sprawdzili biura, ale nie znaleźli żadnego zagrożenia.
Studio w Montpellier jest znane między innymi z pracy nad serią Rayman, więc mówimy o miejscu, które ma swoją historię i ogromne znaczenie dla branży. Po zakończeniu akcji pracownicy wrócili do biura, co potwierdził rzecznik w rozmowie z GameSpot. Nadal nie wiadomo, kto stoi za fałszywym alarmem i czy był to typowy przypadek tak zwanego swattingu, czyli zgłoszenia fikcyjnego zagrożenia tylko po to, by wywołać interwencję policji.

To niestety nie pierwszy taki przypadek w świecie gier. W 2020 roku podobna sytuacja miała miejsce w Ubisoft Montreal, gdzie zgłoszono rzekomą sytuację z zakładnikami. Ostatecznie okazało się to mistyfikacją, ale wyobraźmy sobie stres ludzi, którzy przez kilka godzin nie wiedzą, czy są w realnym niebezpieczeństwie.
Problem jest szerszy. Studia deweloperskie coraz częściej stają się celem gróźb. Dotyczyło to już takich firm jak Nintendo, Capcom czy Insomniac Games. Czasem kończyło się to odwołanymi wydarzeniami, czasem interwencją policji. Wystarczy, że jakaś decyzja twórców nie spodoba się części graczy i w sieci pojawiają się skrajne reakcje.
Przykład? Aktorka Laura Bailey otrzymywała groźby śmierci za rolę Abby w The Last of Us Part 2. To pokazuje, jak cienka bywa granica między pasją a czymś zupełnie nieakceptowalnym.
Swatting dotyka też samych graczy, zwłaszcza streamerów. Zdarzało się, że podczas transmisji do domu wpadała policja, bo ktoś zgłosił fikcyjne przestępstwo. W skrajnych przypadkach takie „żarty” kończyły się tragedią. Była sytuacja, w której osoba zupełnie niezwiązana z pierwotnym konfliktem straciła życie w wyniku policyjnej interwencji. Sprawca został później skazany na 20 lat więzienia, ale to nie cofnie skutków.
W przypadku Montpellier pozostaje pytanie, czy policji uda się namierzyć osobę odpowiedzialną za fałszywe zgłoszenie. Jedno jest pewne. To nie jest niewinny dowcip. To realny strach setek ludzi, przerwana praca i ogromne koszty. Branża gier ma dostarczać emocji na ekranie, a nie w prawdziwym życiu. I oby takie sytuacje były jak najrzadsze.






