Xal’atath czeka. Voidstorm to najniebezpieczniejsze miejsce w WoW: Midnight

W Azeroth robi się naprawdę mrocznie, bo World of Warcraft: Midnight jest już tuż za rogiem, a Blizzard właśnie pokazał konkretne szczegóły dotyczące Voidstorm – finałowej strefy dodatku. I powiem wprost: to nie będzie spacer po łące w Elwynn. To miejsce to czysta walka o przetrwanie. Obce formy życia, bezlitosne drapieżniki i klimat, w którym dosłownie wszystko próbuje cię zjeść. A w samym centrum tego chaosu stoi Xal’atath i jej Devouring Host.
Midnight zabierze nas do czterech głównych stref. Dwie z nich to powrót do klasyki, czyli odświeżone Eversong Woods i Zul’Aman, które wielu graczy pamięta jeszcze z czasów World of Warcraft: The Burning Crusade. Ale prawdziwa świeżość to Harandar i właśnie Voidstorm. Nowe miejsca, nowa estetyka, nowa historia. I wszystko prowadzi do jednego wielkiego starcia.

Co ważne, do Voidstorm nie wejdziesz od razu. Najpierw zaczynasz w Eversong Woods, potem wybierasz kolejne rozdziały – możesz ruszyć do Zul’Aman, Harandar albo wyruszyć w podróż z Aratorem przez znane lokacje z historii WoW-a. Dopiero po zaliczeniu wszystkich wątków otwiera się droga do finałowej strefy. I to czuć. To ma być kulminacja całej kampanii, a nie zwykła mapa do odhaczenia.
W Voidstorm główną rolę grają Arator, Alleria, Lothraxion oraz Void Elfy pod wodzą Magistra Umbrica. Ich konfrontacja z siłami Xal’atath nie jest czarno-biała. Okazuje się, że nie wszyscy Domanaar służący Devouring Host robią to z własnej woli. Do tego dochodzą świetne questy poboczne, które pogłębiają historię Void Elfów i pokazują nawet Draenei rozwijających się tysiące lat bez wpływu Naaru. To jest ten typ lore, w którym można przepaść na długie godziny.
Jeśli chodzi o endgame, Voidstorm to prawdziwy kombajn aktywności. Największą nowością są Stormarion Assaults – dynamiczne wydarzenie co 30 minut, gdzie klimat przypomina trochę tower defense. Ustawiasz pułapki, bronisz Singularity Anchor i odpierasz kolejne fale przeciwników. Brzmi jak chaos? Bo tak właśnie ma być. W nagrodę można zdobyć mounta Stormarion Defender, peta Kai i materiały progresji tygodniowej. Czyli jest po co wracać.
W strefie znajdziemy też dwa dungeony. W Nexus-Point Xenas zmierzymy się z Lothraxionem, który z dawnego sojusznika staje się bossem. To będzie emocjonalne starcie, bo ta postać ma historię. Drugi dungeon, Voidscar Arena, to międzywymiarowy koloseum, gdzie porwani gladiatorzy walczą ku uciesze Overseera Charonusa. I tak, my też trafiamy na jego radar.

Do tego dochodzą trzy delvy w tej strefie: Shadowguard Point, Sunkiller Sanctum oraz Torment’s Rise, gdzie rezyduje sezonowy Nemesis – Nullaeus. A nad wszystkim góruje raid Voidspire z sześcioma bossami, który startuje etapami: najpierw Normal i Heroic, potem Mythic i Story Mode, a na końcu Raid Finder. Czyli klasyczny rollout, żeby społeczność miała czas ogarnąć progres.
Jakby tego było mało, pojawi się też nowe pole bitwy 40 na 40 – Slayer’s Rise – z powiązaniem do otwartego świata w Voidstorm, więc world PvP też dostanie swoje pięć minut.
Krótko mówiąc, Voidstorm to nie tylko ostatnia mapa dodatku, ale serce całego Midnight. Klimat totalnej wojny, mocne postacie, dużo aktywności i wrażenie, że stawka jest naprawdę wysoka. Jeśli Blizzard dowiezie klimat i balans, to może to być jeden z tych finałowych rozdziałów, które gracze będą wspominać latami.






