Markiplier ma dość Poppy Playtime. Po 5. rozdziale mówi wprost: kończę z tą serią

Markiplier, czyli Mark Edward Fischbach, to gość, który przez lata ograł praktycznie wszystko, co straszy, piszczy i wyskakuje zza rogu. Horror to jego naturalne środowisko. Dlatego sporo osób było w szoku, gdy po premierze piątego rozdziału Poppy Playtime powiedział wprost, że ma dość.

Mark był z tą serią od samego początku, od 2021 roku. Przechodził kolejne rozdziały, analizował je, rozkładał na czynniki pierwsze. Nie tylko pod kątem straszenia, ale też narracji i budowania napięcia. Tym razem jednak nie gryzł się w język. Już na starcie nazwał piąty rozdział totalnym bałaganem i dało się wyczuć, że to nie jest zwykłe marudzenie dla zasięgów. Jasne, sam przyznał, że był głodny i może powiedziałby to łagodniej po posiłku, ale sens jego wypowiedzi raczej by się nie zmienił.

Najmocniej oberwało się fabule. Mark skrytykował brak jasnych motywacji postaci i to, że kolejne wydarzenia nie łączą się w logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Podkreślił coś bardzo prostego, ale ważnego: kiedy grasz, powinieneś rozumieć, dlaczego A prowadzi do B. Jeśli tego brakuje, trudno się emocjonalnie zaangażować.

Drugim dużym zarzutem były sekwencje pościgów. W jego opinii seria zaczęła za bardzo na nich polegać. Problem? Pościg działa tylko do pierwszej śmierci. Gdy zginiesz i musisz powtarzać fragment, cała groza znika, a zostaje czyste zapamiętywanie trasy. Zamiast napięcia jest rutyna. A w horrorze to zabija klimat szybciej niż jumpscare bez build-upu.

Co ciekawe, Mark zaznaczył, że czuł tam potencjał. Mówił o jakimś emocjonalnym rdzeniu, który próbował się przebić. Tyle że do momentu, gdy gra próbowała go wciągnąć, on już przestał się przejmować. I to chyba boli najbardziej. Bo to nie jest hejt dla zasady. To rozczarowanie fana, który chciał, żeby było lepiej.

Najmocniejsze słowa padły pod koniec. Stwierdził, że nie ma w sobie siły, żeby dalej brnąć w tę serię. Na ten moment nie planuje grać w szósty rozdział. Dla twórcy, który zbudował ogromną część swojej marki na horrorach, to poważna deklaracja.

I teraz najciekawsze. Społeczność wcale nie musi się z nim zgadzać. Na Steamie piąty rozdział ma ocenę „Very Positive” przy niemal dwóch tysiącach anglojęzycznych recenzji. Część graczy uważa go za drugi najlepszy rozdział w całej serii, tuż za trójką. Inni idą jeszcze dalej i twierdzą, że przebił legendarny trzeci chapter. A jeśli ktoś śledził odbiór trójki, to wie, że to naprawdę spory komplement.

To pokazuje coś ważnego. Jedna mocna opinia, nawet od ogromnego twórcy, nie definiuje odbioru gry. Markiplier ma swoje oczekiwania i swoje podejście do projektowania horroru. Społeczność może szukać czegoś innego. Jedni chcą emocjonalnej głębi i spójnej narracji. Inni czystej adrenaliny i intensywnych sekwencji.

Na razie wygląda na to, że drogi Marka i Poppy Playtime się rozchodzą. Ale w branży gier nic nie jest na zawsze. Czasem wystarczy jeden naprawdę dobry rozdział, żeby ktoś wrócił z nastawieniem „dobra, sprawdzam jeszcze raz”. Pytanie tylko, czy seria pójdzie w stronę, której oczekują twórcy tacy jak on, czy zostanie przy formule, która – sądząc po ocenach – wciąż podoba się tysiącom graczy.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *