Hell is Us – kondycja, wytrzymałość, parowanie, uniki i leczenie

Hell is Us to gra, która celowo nie trzyma cię za rękę – i to jest właśnie jej urok, ale też źródło frustracji na początku.
Kondycja i wytrzymałość
Pasek staminy jest tu wszystkim. Każdy atak, dash, unik – wszystko go zjada. Jak zaczniesz ślepo klikać i walić na oślep, to w połowie walki zostaniesz z pustym paskiem i dostaniesz po twarzy. Trzeba grać spokojnie, z głową. Stamina regeneruje się sama, ale nie natychmiast – potrzebuje chwili bez działania. Dlatego walka wygląda tu bardziej jak taniec: atakujesz serię, cofasz się, oddychasz, atakujesz znowu. Nie ma tu żadnego „wciśnij coś żeby odzyskać energię szybciej” – po prostu czekasz.

Parowanie
Parowanie istnieje i działa, ale okno czasowe jest dość ciasne. Nie ma tu litości za wciśnięcie za wcześnie albo za późno. Jak trafi się parowanie w odpowiednim momencie, wróg traci przez chwilę równowagę i masz okno na zadanie większych obrażeń. Warto to ćwiczyć na słabszych przeciwnikach zanim rzucisz się na bossów – bo tam jeden nieudany blok to często połowa zdrowia mniej.
Uniki
Dash jest twoim przyjacielem, ale nie nadużywaj go. Jak powiedziałem – stamina. Uniki mają dość przyzwoity iframes, więc jak dobrze wyczujesz animację ataku wroga, możesz spokojnie prześlizgnąć się przez cios. Niektórzy przeciwnicy mają ataki z opóźnieniem, żeby cię właśnie skusić do zbyt wczesnego uniku – klasyczna pułapka.

Leczenie
Leczenie jest powolne i dzieje się w czasie rzeczywistym – nie ma tu żadnego szybkiego „wypiję flaszkę w pół sekundy”. Używasz jej, postać faktycznie przez chwilę stoi i się leczy, a w tym czasie możesz dostać po głowie. Dlatego leczysz się tylko kiedy masz chwilę oddechu, nigdy w środku wymiany ciosów. Zarządzanie zapasami też ma znaczenie, bo nie masz ich nieskończenie.
Ogólnie filozofia tej gry to: cierpliwość ponad agresję. Jak wchodzisz z nastawieniem „zaklikuję wszystko” to będziesz umierał często i ze wstydem.






