Dreadmyst wraca po przerwie. Nowe lochy solo, PvP strefa i rozwinięty endgame

Po krótkiej, ale dość głośnej przerwie Dreadmyst oficjalnie wrócił na Steam. Gra zniknęła z platformy pod koniec stycznia, co od razu wywołało lawinę plotek i domysłów. Teraz twórcy wreszcie wyjaśnili, co się właściwie stało – i, co ważne, nie chodziło o żadne celowe nadużycia ani „ciemne interesy”.
Cała sytuacja miała swoje źródło w zwykłym, choć kosztownym w skutkach nieporozumieniu. Dreadmyst został tymczasowo usunięty 22 stycznia po zgłoszeniu dotyczącym rzekomo skradzionych assetów. Informacja szybko pojawiła się na Discordzie gry i zaczęła żyć własnym życiem. Jak tłumaczy zespół, assetów nie skradziono – zostały one legalnie kupione, ale sprzedawcą okazała się osoba, która… nie miała prawa ich dalej odsprzedawać. Klasyczny przypadek problemów licencyjnych, a nie złej woli.

Sprawą zajęły się zarówno Gameforge od NCSOFT, jak i samo Valve, które przeprowadziło własną weryfikację. Ostatecznie obie strony potwierdziły, że Dreadmyst to niekomercyjny projekt tworzony z pasji, a po dokładnym sprawdzeniu gra dostała zielone światło na powrót do sprzedaży. Temat został oficjalnie zamknięty, a tytuł znów jest dostępny na Steamie.
Twórcy nie wrócili jednak z pustymi rękami. Wraz z ponownym udostępnieniem gry wypuścili solidną aktualizację, o której poinformowali zarówno w mediach społecznościowych, jak i w rozbudowanym ogłoszeniu na Steamie. I trzeba przyznać – jest na co spojrzeć.
Największą nowością są dwa zupełnie nowe lochy solo, które trafiły do St. Revere. To zawartość skierowana głównie do doświadczonych graczy preferujących samotną rozgrywkę. Pierwszy dungeon, Desecrated Altar, odblokowujemy za pomocą kluczy zdobywanych od Knighta Maximusa w Undercourse. Na górnym poziomie czeka boss Ebondeath, który potrafi wynagrodzić wysiłek naprawdę konkretnie – Godly itemy, orby, Magic Dust i wyraźnie większe ilości złota robią swoje.
Druga część, czyli Salmaster’s Descent, to już wyższa szkoła jazdy. Poziom trudności wyraźnie skacze w górę i jest to zawartość dla postaci naprawdę dobrze przygotowanych. Warto też wiedzieć, że klucze do lochów solo są teraz soulbound, a walka z bossami powyżej pierwszego poziomu agruje całą strefę. Jeśli więc ktoś poczuje, że to jeszcze nie ten moment, zawsze może sprzedać niewykorzystany klucz u handlarza za złoto.
Na fanów PvP również czeka coś nowego. Do gry trafiła otwarta strefa PvP – Thicket of Wyrms. To miejsce, gdzie walka z innymi graczami miesza się z walką z naprawdę groźnymi potworami. Bestie w tej lokacji dropią Draconic Treasure oraz Flawless Diamonds, czyli przedmioty, które zawsze przyciągają tłumy. Dodatkowo śmierć od ręki innego gracza oznacza utracenie części złota z sakiewki, co skutecznie podkręca stawkę każdej potyczki.

Dla tych, którzy wolą rywalizację PvE, pojawiła się nowa drabinka speedrunów dungeonów. System śledzi pełne ukończenia zarówno lochów solo, jak i grupowych, a rankingi są oddzielne dla każdej klasy. Oczywiście obowiązują konkretne zasady i ograniczenia, więc przed startem warto dokładnie zapoznać się z opisem aktualizacji, żeby nie wypaść z kwalifikacji.
Na deser twórcy rozbudowali także system transmutacji. Do gry trafiły zwoje zaklęć dające jednorazowe umiejętności międzyklasowe, nowe receptury na Flawless Gems, stat scrolls, Divine Orbs, a także zupełnie nowy materiał z topowej półki – Draconic Gems.
Podsumowując, powrót Dreadmysta na Steam to nie tylko koniec nieprzyjemnej sytuacji, ale też mocny sygnał, że projekt żyje i rozwija się dalej. Sporo nowej zawartości, wyzwania dla solo graczy, świeże PvP i systemy endgame’owe sprawiają, że to idealny moment, by dać tej grze szansę – albo do niej wrócić.






