Autor Attack on Titan wycofał się z pracy. Nie planuje nowej serii

Attack on Titan od kilku lat radzi sobie zaskakująco dobrze, nawet mimo tego, że Hajime Isayama nie jest już aktywnie zaangażowany w rozwój marki. Seria żyje dalej, pojawiają się nowe projekty, specjalne pokazy i współprace, ale sam twórca… wyraźnie zwolnił tempo. I to nie od wczoraj. Od momentu zakończenia mangi w 2021 roku Isayama praktycznie zniknął z codziennego tworzenia, nie zapowiadał nowej serii i nie wracał do świata Tytanów w klasycznym sensie.

Przez długi czas jedynym wyjątkiem był krótki one-shot mangowy, który stworzył wspólnie z Yūkím Kajim, aktorem głosowym Erena. Projekt nosił tytuł The Theory of Ill-Natured Men and AI i był raczej ciekawostką niż zapowiedzią wielkiego powrotu. Nic dziwnego, że fani zaczęli się zastanawiać, co właściwie robi autor jednej z najważniejszych mang i anime w historii.

Odpowiedź przyszła niedawno, podczas specjalnego pokazu Attack on Titan: The Last Attack. Isayama pojawił się tam i – ku zaskoczeniu wielu – powiedział wprost, że „nie pracuje”. Co więcej, przyznał, że nawet gdyby dziś próbował coś stworzyć, nie byłby w stanie napisać historii na miarę Attack on Titan. Jego zdaniem skończyłoby się to powtarzaniem własnych pomysłów, kopiowaniem motywów i kręceniem się wokół tego, co już raz zrobił.

I to chyba najbardziej szczery moment całej wypowiedzi.

Isayama wyjaśnił, że nie rysuje już codziennie, nie siedzi nad planszami mangi od rana do nocy. Owszem, czasem przygotuje ilustrację, podpisze autograf, pomoże przy projektach pobocznych, jak Breeze Project Yūkiego Kajiego, ale to zupełnie inny rytm życia. Nie jest to emerytura, jak sam podkreśla. Jest zajęty, ma swoje sprawy, po prostu… nie tworzy już w tym sensie, w jakim robił to wcześniej.

Najmocniejsze są jednak jego słowa o wypaleniu. Isayama przyznał, że Attack on Titan było projektem, w który włożył absolutnie wszystko. Każdy pomysł, każdą emocję, każdą obsesję. Tak bardzo, że po zakończeniu serii poczuł się kompletnie „pusty”. I trudno się temu dziwić. To była historia rozwijana przez lata, pod ogromną presją, z fanami analizującymi każdy kadr i każde zdanie.

Z perspektywy fana trudno nie poczuć lekkiego smutku, ale też… zrozumienia. Nie każdy twórca musi tworzyć do końca życia, a już na pewno nie każdy musi próbować przebić własne arcydzieło. Attack on Titan pewnie będzie funkcjonować dalej – marka jest zbyt duża, by zniknąć. Pytanie tylko, czy bez nowego materiału od Isayamy uda się zachować ten sam ciężar i sens.

Jedno jest pewne. Jeśli twórca tej historii rzeczywiście odpoczywa i żyje spokojniej, to chyba mu się to po prostu należy. A my? My zawsze będziemy pamiętać, że raz dostaliśmy coś wyjątkowego. I czasem to naprawdę wystarczy.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *