LEGO Party

Od lat różne gry próbowały podważyć dominację Mario Party, ale żadna nie zbliżyła się do tego, by realnie zagrozić serii. Teraz na scenę wchodzi LEGO Party, które otwarcie korzysta ze sprawdzonego schematu imprezowej planszówki od Nintendo, ale dorzuca do tego charakterystyczny, klockowy klimat. I co ciekawe – wypada to naprawdę dobrze, momentami nawet lepiej niż w przypadku oryginału.

Gra pełnymi garściami czerpie z marki LEGO. Zamiast klasycznych bohaterów z uniwersum Mario, wybieramy tutaj jedną z wielu figurek LEGO albo tworzymy własną postać. Gwiazdy zostały zamienione na złote klocki, a monety – na charakterystyczne studsy. Plansze, nazywane tutaj Strefami Wyzwań, w całości zbudowano z klocków LEGO, a całość podlana jest typowym dla marki humorem, znanym choćby z filmów i innych gier LEGO. Dzięki temu, mimo że fundament rozgrywki jest ściągnięty z Mario Party, gra szybko zyskuje własną tożsamość.

Sama zabawa na planszach działa podobnie jak u konkurencji. Rzucamy kostką, poruszamy się po polach i reagujemy na to, co się dzieje. Jedne miejsca dają darmowe studsy, inne pozwalają coś kupić, jeszcze inne karzą utratą klocka. Czasem plansza rozgałęzia się na kilka dróg i trzeba zdecydować, czy warto ryzykować krótszą trasę do złotego klocka, czy lepiej obrać bezpieczniejszy kierunek, by wyprzedzić rywali.

Największą różnicą w porównaniu z Mario Party jest to, że w LEGO Party liczy się więcej umiejętności niż szczęścia. W grach Nintendo często los decydował o zwycięstwie, tutaj o wyniku mocniej przesądza to, jak radzimy sobie w mini-grach. Wygrana nie tylko daje przewagę, ale też ustala kolejność ruchów w następnej rundzie, co potrafi całkowicie odwrócić przebieg partii.

Mini-gier jest około sześćdziesięciu i trzymają dobry poziom. Nie ma wpadek, a część potrafi wciągnąć szczególnie – jak zwariowany golf, w którym gracze zderzają się ze sobą, albo układanka wymagająca zbudowania figurki bez podpowiedzi. Do tego dochodzą tryby 2v2 czy głosowania nad wyborem minigry, dzięki czemu częściej gramy w to, co lubimy najbardziej.

Plansze są zróżnicowane, dopracowane i cieszą oko. Każda ma swój motyw przewodni – na przykład w strefie LEGO Ninjago spotykamy bohaterów i złoczyńców z tej serii, a w kosmicznej walczymy z obcymi. Do tego dochodzą specjalne miejsca budowy, gdzie decydujemy, jakie obiekty LEGO zostaną na planszy do końca rozgrywki, co zwiększa regrywalność. Szkoda tylko, że na start dostaliśmy zaledwie cztery plansze – przydałoby się więcej.

Nie wszystko działa idealnie. Gra lubi przynudzać – przez nadmiar komentarzy prowadzących i scenek, które szybko się powtarzają. Nie można ich pominąć, co przy dłuższej zabawie potrafi męczyć. Drażni też to, że postęp zapisuje się głównie na koncie gracza gospodarza – reszta odblokowuje mniej i nie zawsze zapisuje swoje ustawienia.

Na szczęście system rozwoju motywuje do dalszej gry. Zdobywając punkty doświadczenia, odblokowujemy kolejne figurki i elementy, a za wirtualne marchewki kupujemy następne dodatki. Jest też tryb skupiony wyłącznie na mini-grach czy rozgrywka solo nastawiona na bicie rekordów.

LEGO Party to w gruncie rzeczy Mario Party w wydaniu LEGO, ale to wcale nie wada. Jest dopracowane, zabawne i świetnie sprawdzi się na wieczory ze znajomymi. Brakuje trochę zawartości – cztery plansze i 60 mini-gier można ograć dość szybko – ale klimat i humor nadrabiają sporo. Jeśli gra będzie rozwijana dodatkami, może stać się naprawdę mocną marką. Już teraz to jedna z najlepszych alternatyw dla fanów imprezowych planszówek na konsolach.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *