Pokémon Champions

Pomysł na grę skupioną wyłącznie na walkach Pokémonów bez całej otoczki łapania i zbierania odznak istnieje od czasów Pokémon Stadium w 1999 roku. Pokémon Champions podejmuje tę ideę 26 lat później – i robi to jednocześnie dobrze i rozczarowująco. Fundament jest solidny, ale to, co na nim postawiono, jest zadziwiająco skromne.

Walka, która wciąż działa

Jeśli grałeś w jakąkolwiek mainline’ową odsłonę serii, system walki w Champions poczuje się jak stary znajomy. Dwóch graczy buduje drużyny po sześć Pokémonów i staje do pojedynku – w formacie 3v3 lub 4v4 double battle. Ruchy są wybierane jednocześnie, wszystko opiera się na czytaniu przeciwnika, strategii i odrobinie szczęścia. To turowa nostalgia w czystej postaci i nadal działa rewelacyjnie.

Walki potrafią wciągnąć tak, że obiecujesz sobie ostatnią rundę – i zostajesz na kolejne trzy. To najlepsza rekomendacja dla rdzenia tej gry. Sam system walki bez łapania i levelowania nadal potrafi trzymać przy ekranie – co dowodzi, że mechanika serii jest po prostu dobra sama w sobie.

Tragicznie mało zawartości

I tu zaczyna się problem. Pokémon Champions to gra wyłącznie o walkach online, która oferuje zadziwiająco mało możliwości walczenia. Brak jakiegokolwiek trybu single-player – żadnych wyzwań z Liderami Aren, żadnych potyczek z legendarkami, żadnego sposobu na testowanie buildów offline. PvP online albo nic. To zaskakujące ubóstwo jak na grę, która ma być platformą do rywalizacji.

Roster 186 Pokémonów to kolejne rozczarowanie. Obecni są oczywiście „popularni” – Charizard, Sylveon i towarzystwo – ale brakuje Mewtwo, Mew, Rillaboom i większości legendarnych. Praktycznie wszystkie wczesne ewolucje są nieobecne. Z 22 Pokémonów, które pojawiły się w drużynach na Mistrzostwach Świata 2025, w Champions można użyć tylko trzech. Dla konkurencyjnej społeczności to krytyczne trafienie w samo serce.

Podobnie wygląda sytuacja z trzymanymi przedmiotami – dominują lecznicze jagody i podstawowe bonusy do typów. Takie fundamentalne narzędzia kompetytywne jak Choice Specs, Power Herb czy Air Balloon po prostu nie istnieją.

Gacha w świecie Pokémonów

Żeby zbudować drużynę, możesz przenieść Pokémony z Pokémon Home (proces sprawny i bezbolesny) albo losować je z obracającej się puli w farmie – jeden darmowy losowanie dziennie lub wydanie Victory Points. Możesz też wypożyczyć Pokémona na tydzień za darmo. Jeśli brzmi to jak mobilna gra, to dlatego, że nią jest – lub będzie, gdy Champions pojawi się na urządzeniach mobilnych pod koniec roku.

Cały design UI, waluty przyspieszające timery, rozbudowane menu sklepowe – mobilne DNA tej produkcji przebija przez każdy ekran. Na razie gra nie wymusza wydawania pieniędzy na podstawową rozgrywkę i główna waluta VP zdobywana jest przez misje i ranked, co nie jest jeszcze szczególnie drapieżne. Ale jeśli Nintendo kiedykolwiek wprowadzi możliwość kupowania VP za prawdziwe pieniądze, Training Room – gdzie ulepszasz staty, zmieniasz movesety i zdolności – szybko może zamienić się w pay-to-win.

Wygląd, który nie zachwyca

Wizualnie Champions zawodzi jak Brock na randce. Pokémony są płaskie, pozbawione tekstur i detali. Część animacji ruchów jest naprawdę efektowna – Hyper Beam niszczy przeciwnika jak scena z Dragon Ball Z – ale Body Slam to po prostu uniesienie się i opadnięcie w idle animation. Modele 3D wyglądają jak żywcem przeniesione z 2018 roku i nic nie sugeruje, żeby cokolwiek od tamtej pory się zmieniło. Dla gry, której jedyną treścią są walki, to niewybaczalne niedopatrzenie.

Jedna naprawdę dobra rzecz

Training Room to jednak coś, co działa. Możliwość dostosowania statów, zamiana movesetu, zdolności i natury konkretnego Pokémona – to przestrzeń do prawdziwego teorycraftingu i budowania synergii. Szkoda, że zmiany są przypisane do Champions i nie przenoszą się do innych gier, a każda modyfikacja kosztuje VP – ale sam mechanizm jest przemyślany i daje grze głębię, której reszta systemu jej odmawia.

Pokémon Champions to gra z doskonałym sercem i niedokończonym ciałem. System walki jest tak dobry jak zawsze, a Training Room daje prawdziwe narzędzia do strategizowania. Ale 186 Pokémonów, zero single-playera, brak kluczowych przedmiotów kompetytywnych i mobilno-gacha’owe DNA czynią z tego produktu premierowego coś zbyt skromnego – szczególnie dla graczy, którzy na tej grze mieli budować kompetytywną przyszłość serii.

Potencjał jest. Pytanie, czy Nintendo i The Pokémon Works wystarczająco szybko go wypełnią.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *