Tiny Bunny

Dziś przyglądamy się Tiny Bunny, horrorowej visual novel inspirowanej rosyjskim opowiadaniem Dmitry’ego Mordasa. Gra opowiada historię młodego Antona, chłopca, który próbuje odnaleźć się w nowym, małym miasteczku w Rosji, jednocześnie mierząc się z tajemniczymi gośćmi z lasu. W tej recenzji omówimy tę nieliniową grę grozy stworzoną przez Saikono i wydaną przez Serenity Forge, zachowując przy tym pełną ostrożność i unikając spoilerów.

Gra opowiadana jest z perspektywy 12-letniego Antona, który mieszka z mamą, tatą i młodszą siostrą, Olyą. Po przeprowadzce z miasta do domu przy lesie, gdzie w przeszłości zaginęły dzieci, Anton stara się odnaleźć w nowym otoczeniu. Jednak jego siostra zauważa nocami „sowę” za zasłoną, a sam Anton zaczyna obawiać się sekretów lasu.

Przystosowanie się do nowej szkoły, nowych uczuć i przyjaciół nie jest łatwe, zwłaszcza dla dwunastolatka w grubych okularach. Do tego dochodzą żywe koszmary i tajemnice miasteczka, które zmuszają Antona do podjęcia własnego śledztwa, by dowiedzieć się, dlaczego dzieci znikają zimą. Warto jednak pamiętać, że w fabule pojawiają się dość dojrzałe wątki, np. krzywda wyrządzona zwierzęciu w szczegółowy sposób z dodatkiem efektów dźwiękowych, co może wymagać przerwy między rozdziałami.

Jako visual novel, gra skupia się przede wszystkim na pięknej, atmosferycznej grafice, przypominającej ilustracje z bajek babci. Wszystko jest utrzymane w czerni i bieli, co świetnie podkreśla zimowy, słowiański klimat. Szczególnie mocno odczuwalne jest to w przedstawieniu lasu, zaniedbanego domu Antona i epoki końca lat 90.

Dialogi wyświetlane są w delikatnie przygaszonych czarnych ramkach, które wyglądają jak zamarznięte okno, a czcionka pozostaje czytelna, ale dopasowana do klimatu. Animacji jest niewiele – zamiast nich grafika jest lekko poruszana, przybliżana lub oddalana, co wzmacnia wrażenie, że uczestniczymy w starej opowieści, a nie tylko czytamy kolejną visual novel.

Dźwięk jest tu równie ważny co obraz – skrzypiące deski, zimny wiatr, tajemnicza fletnia zza okna – wszystko buduje wciągającą atmosferę grozy. Sporadycznie w tle pojawia się też muzyka związana z bieżącym wydarzeniem w historii, np. gdy Anton słyszy dziwną melodię fletu, gracz również ją słyszy. Ścieżka dźwiękowa składa się z 74 utworów o długości od 30 sekund do 3 minut i można ją zakupić osobno lub w zestawie z grą na Steam.

Tiny Bunny to przede wszystkim visual novel, więc czytania jest tu naprawdę dużo. Gra oferuje wybory, które mają wpływ na dalszą fabułę, a czasem nawet na zakończenie historii. Aby ułatwić graczom rozumienie słowiańskich czy archaicznych odniesień, przy niektórych terminach pojawia się ikona „i”, tłumacząca ich znaczenie, np. termin Babai.

Tiny Bunny to piękna, klimatyczna visual novel, która stawia na atmosferyczny horror, zamiast nadużywanych jumpscare’ów. Łączy niewinność 12-letniego chłopca ze słowiańskimi opowieściami, zachowując przy tym realistyczny ton. W zimowe wieczory, przy ciemnych oknach, gra sprawia, że na pewno dwa razy zastanowisz się, zanim zajrzysz za zasłonę.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *