Tim Sweeney chwali EGS, a Michael Douse pokazuje ciemną stronę ekskluzywności

Tim Sweeney znowu w akcji. Jako CEO Epic Games nie od dziś chwali swój sklep i trzeba przyznać – robi to z pasją. Kto by się dziwił, w końcu to jego dziecko. Ale jak to zwykle bywa w internecie, tam gdzie są mocne opinie, tam pojawiają się też sceptycy. Tym razem głos zabrał Michael Douse, dyrektor ds. wydawniczych w Larian Studios, i przyznać trzeba, że nie owija w bawełnę.

Douse odpowiedział na ostatni tweet Sweeneya, w którym ten zapewniał, że “gracze i deweloperzy wygrywają, bo mają więcej opcji i lepsze oferty”. Brzmi pięknie na papierze, ale Douse wskazuje na coś, co w praktyce mocno gryzie się z tą filozofią – weźmy Alan Wake 2.

No bo sprawa wygląda tak: gra nie była dostępna na Steam w momencie premiery. Tak, Epic ją całkowicie sfinansował i zrobił świetną robotę w tym względzie, ale Douse punktuje, że przez brak obecności na największym cyfrowym rynku PC Remedy potencjalnie straciło setki milionów dolarów. Nawet jeśli dziś gra pojawi się na Steamie, to najlepszy moment sprzedażowy – launch – już przepadł. Mówimy o grze, która zdobyła Game of the Year na The Game Awards 2023, a mimo to jej sukces finansowy był mocno ograniczony.

Douse rozwija temat w kolejnych tweetach i wprost mówi, że nie da się kupić narracji o korzyściach dla deweloperów, kiedy są tak oczywiste przypadki gier, które nie zarobiły tyle, ile mogły. Epic, według niego, opiera swoje argumenty na założeniu, że setki milionów graczy Fortnite automatycznie przerzucą się na płatne, mid‑hardcore produkcje. A w praktyce? Douse sceptycznie podchodzi do tego pomysłu – Fortnite to Fortnite i nie ma gwarancji, że ta magia się uda.

W skrócie, nawet jeśli Epic finansowo wsparł Alan Wake 2, to Remedy dopiero w listopadzie 2024 roku zaczęło widzieć realny zysk. Gra wciąż się sprzedaje, ale raczej nie masowo, a te setki tysięcy potencjalnych kopii mogłyby wpaść w kieszeń studia, gdyby tytuł był dostępny od razu na Steamie, szczególnie podczas znanych, głębokich promocji Valve.

Cała sprawa pokazuje ciekawy kontrast między marketingową narracją Epic, a rzeczywistością finansową deweloperów. Bo w teorii wszystko brzmi świetnie: więcej opcji, lepsze oferty, wszyscy wygrywają. Ale w praktyce – ekskluzywność na EGS może czasem kosztować twórców naprawdę dużo, nawet przy najlepszych chęciach i finansowym wsparciu.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *