Nintendo bez cenzury? Demo Tomodachi Life zaskakuje brakiem filtrów

Nintendo od lat pilnuje wizerunku firmy przyjaznej rodzinom, dlatego w jej grach zwykle działają surowe filtry wulgaryzmów. Widać to choćby w reedycjach Pokémon FireRed i Pokémon LeafGreen, gdzie nie da się nazwać postaci obraźliwymi czy sprośnymi słowami. Tym większe zaskoczenie wywołało demo Tomodachi Life: Living the Dream.
Okazuje się, że w tej produkcji filtrów praktycznie nie ma. Gracze mogą wpisywać do dialogów dowolne, nawet bardzo nieodpowiednie teksty, a Mii wypowiadają je wprost, bez cenzury. W sieci szybko pojawiły się nagrania z „przeklętymi” rozmowami – od wulgaryzmów po jednoznaczne aluzje seksualne.
Serwis Kotaku zwraca uwagę, że użytkownicy natychmiast zaczęli testować granice systemu. Postacie potrafią rzucać ostrymi przekleństwami albo mówić o bardzo intymnych tematach, co zupełnie nie pasuje do reputacji Nintendo.
Dlaczego firma na to pozwala? Najbardziej prawdopodobne są dwa powody. Po pierwsze, takie klipy błyskawicznie stają się viralami i robią grze darmową reklamę. Po drugie, tytuł nie stawia na interakcje online z obcymi graczami, więc „nieprzyzwoite” treści pozostają na prywatnej wyspie użytkownika.
Co ciekawe, właśnie ta swoboda może być jednym z powodów popularności serii. Tomodachi Life zawsze słynęło z absurdalnych sytuacji i totalnej dowolności w tworzeniu mieszkańców wyspy – a dziwne, niezręczne czy wręcz szokujące dialogi to dla wielu fanów po prostu część uroku tej gry.






