Hytale ocalało po latach chaosu. Twórcy nie żałują niczego

Historia Hytale to jeden z tych growych przypadków, które przez lata wyglądały jak projekt widmo. Gra, o której wszyscy słyszeli, którą wielu chciało, ale coraz mniej osób wierzyło, że kiedykolwiek faktycznie w nią zagra. A jednak się udało. 13 stycznia 2026 roku Hytale oficjalnie zadebiutowało w early access, a jego twórca, Simon Collins-Laflamme z Hypixel Studios, mówi wprost: nie ma żadnych wyrzutów sumienia. Wręcz przeciwnie – nazywa to, co się wydarzyło, małym cudem.
Pierwszy raz o Hytale zrobiło się głośno już w 2018 roku. Zapowiedź rozpaliła wyobraźnię fanów Minecrafta i sandboxów. Kolorowy, stylizowany świat, RPG-owe elementy, ogromna swoboda i obietnica gry, która pozwoli tworzyć własne historie na własnych zasadach. Brzmiało pięknie. Problem w tym, że za tą wizją bardzo szybko zaczęły ciągnąć się lata problemów technicznych i finansowych.
Z czasem na jaw wychodziło coraz więcej kulis. Silnik gry był przebudowywany praktycznie od zera, podstawowe mechaniki nie działały jak należy, a ruch postaci i kamera przez długi czas były określane przez samych twórców jako „prawie niegrywalne”. W 2020 roku Hypixel Studios zostało przejęte przez Riot Games, co dla wielu brzmiało jak ratunek. Jednak zamiast przyspieszenia, projekt jeszcze bardziej ugrzązł. A gdy w 2025 roku prawa do gry wróciły do Collinsa-Laflamme’a, w sieci krążyły już plotki, że Hytale zostało po cichu uśmiercone.
I właśnie wtedy wydarzyło się coś, czego mało kto się spodziewał. Hypixel zebrało projekt z ziemi, doprowadziło go do grywalnego stanu i wypuściło w early access. Hytale w końcu da się normalnie odpalić, eksplorować i testować, a gracze mogą sami przekonać się, czym ta gra faktycznie jest, a nie tylko czym miała być.
Sam Collins-Laflamme nie ukrywa emocji. Przyznaje, że przez lata czuł złość i frustrację, głównie dlatego, że ogrom pracy szedł w stronę technologii, a nie samej rozgrywki. Gra była dostosowywana do silnika, który – jak dziś już wiadomo – nigdy nie zostanie użyty. Po odzyskaniu kontroli nad projektem zespół musiał nadrabiać zaległości i odbudowywać zaufanie graczy niemal od zera.

Zamiast świętować premierę early access, Hypixel obrało inne podejście. Zero samozadowolenia, zero odpoczynku. Twórcy chcą działać szybko, wypuszczać aktualizacje w krótkich odstępach i reagować na feedback społeczności. Collins-Laflamme mówi wprost: to, co było gniewem, teraz stało się skupieniem i konsekwentnym działaniem.
Ciekawie wygląda też sposób pracy zespołu. Hypixel postawiło na model „no meetings, trust the team”. Mniej gadania, więcej robienia. Funkcje trafiają do gry jako wersje „V1”, a potem są rozwijane i poprawiane w kolejnych patchach. Twórcy przyznają, że świadomie biorą na siebie dług techniczny, licząc się z tym, że część rzeczy trzeba będzie dopracować później. Brzmi ryzykownie, ale ma jeden ogromny plus – tempo. Gracze szybciej dostają nową zawartość, a ich opinie realnie wpływają na kierunek rozwoju gry.
Co ważne, przyszłość Hytale nie wygląda już tak niepewnie jak wcześniej. Hypixel Studios zabezpieczyło finansowanie na co najmniej dwa lata dalszego rozwoju, co daje zespołowi stabilność i czas potrzebny na doprowadzenie wizji do końca. Tempo, w jakim gra przeszła drogę od „martwego projektu” do early access z pierwszymi dużymi aktualizacjami, sugeruje, że to dopiero początek, a nie ostatni akt tej historii.
Hytale wciąż ma przed sobą długą drogę. Nikt rozsądny nie powie, że to projekt skończony. Ale po latach ciszy, chaosu i niepewności jedno jest pewne: gra żyje, a jej twórcy w końcu grają do jednej bramki. I dla wielu fanów sandboxów to już wystarczający powód, żeby znów spojrzeć na Hytale z ostrożnym, ale szczerym entuzjazmem.






