Działający endoszkielet Freddy’ego pokazuje, jak śmiertelne są springlocki

Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy bycie „springlockowanym” w świecie Five Nights at Freddy’s to koszmarna wizja, to pewien twórca z Instagrama właśnie rozwiał je raz na zawsze. Jake Laser, znany też jako jlaservideo, zbudował kostium Freddy’ego Fazbeara z działającym endoszkieletem, który pokazuje w bardzo dosadny sposób, jak śmiertelnie niebezpieczny byłby taki mechanizm w prawdziwym życiu.
Sama seria Five Nights at Freddy’s od lat straszy nie tylko jumpscare’ami, ale też swoją mroczną historią. Motyw springlocków i wypadku, który spotkał Williama Aftona, to jeden z najmocniejszych elementów lore. Wystarczy przypomnieć sobie Springtrap i to, co zostało w środku kostiumu, żeby poczuć ciarki na plecach. Ale oglądanie pikseli na ekranie to jedno. Zobaczenie czegoś podobnego w realu to zupełnie inny poziom dyskomfortu.
Jake Laser postanowił sprawdzić, jak taki mechanizm mógłby działać naprawdę. Wykorzystał metal z pamięcią kształtu, który po podgrzaniu lub przepuszczeniu prądu wraca do swojej pierwotnej formy. W praktyce oznacza to, że kiedy przez konstrukcję przepływa elektryczność, elementy gwałtownie „zatrzaskują się” w docelowej pozycji, dokładnie jak w teorii działania springlocków. Brzmi jak ciekawostka inżynieryjna, ale to, co pokazuje na nagraniach, szybko zmienia ciekawość w czysty niepokój.
Na pierwszym filmie widać, jak mechanizm tnie, miażdży, przebija i dosłownie rozrywa manekina od środka. To nie jest subtelne przesunięcie kilku prętów. To gwałtowna reakcja, która w sekundę zamienia tors w zniszczoną bryłę plastiku. Jeśli ktoś miał w głowie myśl „może dałoby się to przeżyć”, to po tym pokazie raczej ją porzuci.
Drugi test jest jeszcze bardziej wymowny. Jake używa żelowego torsu, podobnego do tych, które widzieliśmy w programach pokroju MythBusters. Taki model ma imitować ludzką skórę, kości i organy. I niestety, nie wytrzymuje długo. Mechanizm bez problemu przebija strukturę, a zielona substancja symbolizująca krew rozlewa się wszędzie. To moment, w którym przestaje się myśleć o tym jak o fanowskim projekcie, a zaczyna traktować jak realne zagrożenie.
W jednym z opisów Jake rzucił pół żartem hasło „milion lajków i wchodzę do środka”. Oby to był tylko internetowy żart, bo po obejrzeniu demonstracji widać jasno, że taki mechanizm mógłby zabić człowieka w kilka sekund. Siła nacisku, ostre elementy, nagły ruch konstrukcji – to nie jest coś, z czym ludzkie ciało miałoby jakiekolwiek szanse.
Co ciekawe, po takim pokazie jeszcze trudniej uwierzyć w to, jak długo William Afton wytrzymał po wypadku w filmowej adaptacji. Five Nights at Freddy’s pokazał tę scenę w dość brutalny sposób, ale rzeczywistość, przynajmniej według tej repliki, byłaby prawdopodobnie jeszcze gorsza.
Jako fan serii trudno nie docenić kunsztu i pomysłowości projektu. To imponujące od strony technicznej i jednocześnie przerażające w praktyce. Lore FNAF nagle przestaje być tylko fikcją, kiedy widzisz, jak taki mechanizm działa poza ekranem. I chyba właśnie dlatego ten projekt robi takie wrażenie. Pokazuje, że w tym uniwersum horror nie bierze się wyłącznie z mroku i jumpscare’ów, ale z bardzo brutalnej, mechanicznej logiki działania tych kostiumów.






