Expedition 33 – petank: jak pokonać, złapać

W Clair Obscur: Expedition 33 trafiamy na różne dziwne stwory, ale moment, w którym natrafiamy na Petanka, to jedna z tych chwil, kiedy przerywasz marsz i myślisz: „Okej, co to w ogóle ma być?”. Jest w nim coś uroczego i jednocześnie frustrującego. Bo to nie jest typowy wróg, który widzi cię z daleka i od razu się rzuca. Wręcz przeciwnie – Petank ucieka jakby nagle zdał sobie sprawę, że zapomniał wyłączyć żelazko. A jednak gra traktuje go jako trzeci typ opcjonalnego bossa, więc nie można go olewać.
Najbardziej stresujący element? Masz trzy tury na jego pokonanie. Nie cztery, nie pięć – trzy. To sprawia, że każde starcie z Petankiem ma w sobie odrobinę wyścigu z czasem. Jeśli nie wyrobisz się w tym limicie, stworek zwiewa jak piłka, którą wypuściłeś na pochyły chodnik i nagroda przepada. Ale spokojnie – nie na zawsze. Petank nie jest złośliwy, tylko po prostu ma taki „charakter” i po krótkiej przerwie da się go spotkać ponownie.

Pierwszy raz widzimy go w Pradawnym Sanktuarium. Dosłownie kilka kroków po wejściu i nagle zauważasz tego świecącego, kulistego dziwola, który patrzy na ciebie, po czym… odwraca się i zaczyna uciekać. To jeden z tych momentów, kiedy człowiek przez sekundę zastanawia się, czy to na pewno przeciwnik, czy może jakaś neutralna istota. Ale nie – to wróg, tylko taki, który zdecydowanie woli nie walczyć.
Żeby w ogóle doprowadzić do walki, musisz go zmanewrować w stronę świecącej pieczęci na ziemi. To trochę jak gonienie kurczaka w grach RPG – biegniesz, on skręca, ty skręcasz, on znów skręca… i tak w kółko, aż w końcu ustawisz go na tyle sprytnie, że wchodzi na magiczną pieczęć. W tym momencie miejsce zamyka mu drogę ucieczki i dopiero wtedy można mówić o prawdziwej walce.

Gdy startuje pojedynek, Petank nadal nie jest tym typem wroga, który robi wielkie wrażenie ofensywą. Atakuje właściwie jednym ruchem, polegającym na tym, że najpierw ściąga do rdzenia energię, robi króciutką pauzę, a potem wypuszcza ją w naszym kierunku. Cały sekret w tym, żeby w odpowiedniej chwili podnieść gardę i ją sparować. To jest absolutnie kluczowe, bo unik tu jest kompletnie stratą czasu. Nie dość, że ucieka nam cenny limit trzech tur, to jeszcze unik nie daje żadnej kontry. A kontra przy Petanku jest złotem.
Najwięcej graczy nabiera się jednak na jedną rzecz: świecąca kula w środku Petanka to NIE jego słaby punkt. Wygląda tak kusząco, że pierwsza myśl brzmi: „no przecież to trzeba trafić!”. A potem okazuje się, że tłuczemy ją jak plastikową butelkę – niby coś tam się dzieje, ale efekt jest znikomy. Lepiej od razu przejść do ataków, które walą mocno i konkretnie, albo tych, które zadają serię szybkich ciosów, bo to świetnie zbija tarczę.

Im dalej w grę, tym Petanki robią się bardziej nieprzyjemne. Nie chodzi o to, że nagle zaczynają zadawać ogromne obrażenia. Bardziej o to, że wytrzymują absurdalne ilości obrażeń, a do tego potrafią przyzwać kilku pomniejszych przeciwników. I chociaż twoja pierwsza reakcja może brzmieć: „Najpierw wyczyszczę mniejszych”, to w przypadku Petanka jest to zła decyzja. Ci mali to tylko rozpraszacze – nie zadają dużych obrażeń, a jedyne co robią, to marnują twoje tury. A tego przy Petanku nie możesz sobie pozwolić.
Kiedy stwór zdecyduje, że czas na ucieczkę i faktycznie zdąży przed naszym finalnym ciosem, nie ma co panikować. Wystarczy odpocząć przy fladze ekspedycji albo po prostu wczytać zapis. Petank pojawi się tam, gdzie wcześniej i możesz spróbować jeszcze raz, tym razem lepiej przygotowany.

Za jego pokonanie dostajesz naprawdę wartościowe nagrody, w tym Wytworne Katalizatory Chromy, które są bezcenne przy ulepszaniu ekwipunku. Jeśli jednak czujesz, że dany Petank jest zwyczajnie zbyt wytrzymały na obecnym etapie gry, odpuść. Serio. Wrócisz później, silniejszy, z lepszymi umiejętnościami i zestawem ataków, które zrobią z niego sałatkę w dwie tury.
A kiedy już zaczniesz ogarniać ich rytm, to każdy kolejny Petank przestaje być irytującym uciekinierem, a zaczyna być satysfakcjonującym pojedynkiem w stylu „zdążę czy nie zdążę?”. I wbrew pozorom, to właśnie robi te walki tak fajnymi.






