Last Z: Survival Shooter

Ciężko jest znaleźć dobrą grę o zombie. I szczerze mówiąc, ciężko jest znaleźć w ogóle dobrą grę. Nie zapominajcie, że ja wciąż szukam sensownej alternatywy dla TradeWars 2002, tej klasycznej, tekstowej gry BBS-owej o handlu i wojnach… w kosmosie. Tak, tej, w której przesyłasz surowce, atakujesz innych graczy i wchodzisz w polityczne spiski międzyplanetarne.

Od czasu do czasu szukam też czegoś na telefon, w co mógłbym zagrać parę minut w przerwie czy w autobusie. Pewnie widzieliście reklamy tej jednej gry: strzelanka, w której biegasz i robisz zadania matematyczne w trakcie biegu, żeby zwiększyć moc postaci zamiast ją zmniejszać. Brzmi trochę dziwnie, prawda? Może dla was to pestka, ale pamiętajcie – matematykę przerabiałem w Alabamie, więc wierzcie mi, to może być wyzwanie.

No i tak trafiłem na Last Z: Survival Shooter. Na papierze wyglądało dość prosto: odzyskiwanie terenów po apokalipsie zombie, ulepszanie bazy, ratowanie innych ludzi, walka z hordami umarłych… standardowy zestaw. Zainstalowałem i odpaliłem grę. Ekran ładowania przeszedł błyskawicznie, ale od razu rzuciło mi się w oczy coś dziwnego:

…czy to naprawdę była kobieta w kostiumie króliczka, strzelająca z broni? Tak, dokładnie tak. Wśród bohaterów były postacie typu Bunnygirl, pielęgniarka, a nawet… morska dziewczyna? Nie wiem, jak to nazwać. I wszystkie one w trakcie biegu po moście rozwiązywały matematyczne zadania, żeby zwiększyć swoją moc i przy okazji zabijać ogromnego potwora.

Szczerze mówiąc, już kiedyś grałem w niemal identyczną grę, tylko nazywała się Last War: Survival. Rzekomo różne studia, ale układ miasta, transporty do przechwycenia, tereny do odzyskania – wszystko wyglądało tak samo, że zastanawiałem się, czy część tego nie jest dostępna na GitHubie. Naprawdę spodziewałem się tylko kolejnej zwykłej strzelanki z zombie, a tu… niespodzianka.

Bo oto Last Z okazuje się być w praktyce zombie shooterem z elementami haremu. Tak, wszystkie postacie, które można kolekcjonować i używać w walce, to kobiety. I nie byle jakie kobiety – seksowne kobiety, których styl przewyższa jakiekolwiek praktyczne przetrwanie w apokalipsie zombie.

Możesz je zbierać wszystkie. I tak, da się je przebierać w różne specjalne kostiumy. Czy mają jakiekolwiek znaczenie taktyczne? Absolutnie nie. To po prostu dodatkowy bajer dla fanów kolekcjonowania i gadżetów.

Gra polega więc na:

  • kolekcjonowaniu żeńskich postaci, które z reguły mają lepszą broń niż twój początkowy facet (to chyba jedyny plus startowej postaci)
  • walce z hordami zombie i większymi, ogro-podobnymi potworami
  • realizacji różnorodnych misji
  • przebijaniu się przez około 48 ekranów, na których można znaleźć darmowe nagrody – uwierzcie mi, to jest naprawdę największe wyzwanie w tej grze

Rozgrywka sama w sobie nie jest zła. Strzelasz, rozwijasz bazę, zbierasz bohaterki – całkiem przyjemnie. Ale jak w Last War, w grze wprowadzono elementy społeczne. I jak wszyscy wiemy, elementy społeczne to często droga do katastrofy, szczególnie gdy ktoś wchodzi w interakcję z twoją bazą.

Problem polega na tym, że jeśli inni gracze zaatakują twoje miasto, casualowa rozgrywka staje się niemożliwa. W Last War wszystkie moje budynki były w ogniu, a w Last Z dostałem wiadomość w stylu: „Twoja baza była w tarapatach, więc ją teleportowaliśmy, żebyś nie skończył jak Kartagina.” Trochę zabawne, szczerze mówiąc.

Gra daje też momenty absolutnie absurdalne: seksowne policjantki na motocyklach, budowniczowie w kaskach dający bonusy do budowy więcej niż powinni… naprawdę, to wszystko jest przesadzone, ale też momentami zabawne i dziwnie satysfakcjonujące.

W końcu porzuciłem Last Z, dokładnie tak samo jak Last War. I chyba nigdy się nie dowiem, czy Cowboy i Katrina coś razem zaczęli. Szkoda, ale przynajmniej Katrina zostaje z ostatnim słowem.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *