Marathon po premierze notuje wyraźny odpływ graczy

Po burzliwym cyklu produkcyjnym pełnym kontrowersji i zawirowań Marathon od Bungie w końcu zadebiutował – i trzeba przyznać, że start nie był katastrofą. Recenzenci chwalą szczególnie styl artystyczny, klimat i oprawę wizualną, które naprawdę wyróżniają grę na tle innych shooterów.

Problem w tym, że dziś sama jakość to za mało. Rynek gier usługowych jest bezlitosny, a świeże porażki takich tytułów jak Concord czy Highguard sprawiły, że gracze podchodzą do nowych produkcji z ogromną ostrożnością. Każda premiera live-service jest od razu oceniana pod kątem tego, czy „przetrwa”.

Liczby są dobre… ale nie wybitne

Na papierze wygląda to całkiem solidnie. W szczycie dobowym Marathon przyciąga ponad 60 tysięcy graczy jednocześnie, co dla wielu studiów byłoby powodem do świętowania. Tyle że mówimy o Bungie – twórcach serii Destiny 2 – więc oczekiwania są znacznie wyższe.

Jeszcze w dniu premiery gra przekraczała 85 tysięcy graczy na Steamie, ale już po tygodniu liczba ta wyraźnie spadła. W godzinach mniejszej aktywności serwery potrafią mieć około 20 tysięcy osób, co oznacza spadek o ponad 20%.

Warto pamiętać, że odpływ graczy po premierze to normalne zjawisko – wiele osób wraca dopiero przy nowych sezonach lub dużych aktualizacjach. Mimo to tak szybkie topnienie bazy użytkowników zawsze zapala czerwone lampki.

Nawet singleplayer potrafi wygrywać z live-service

W pewnym momencie Marathon wypadł nawet z TOP 50 najczęściej ogrywanych tytułów na Steam, choć później wrócił w okolice 37. miejsca. Co nie brzmi najlepiej, gdy wyprzedza go np. Baldur’s Gate 3 – gra głównie jednoosobowa, wydana w 2023 roku.

To pokazuje, jak ogromna jest konkurencja i jak trudno utrzymać uwagę graczy na dłużej, szczególnie w segmencie strzelanek sieciowych.

A gdzie gracze z PlayStation?

Można by pomyśleć, że społeczność konsolowa – zwłaszcza wierni fani Destiny – ratuje sytuację na PlayStation 5. Według doniesień branżowych wcale tak nie jest. Źródła wskazują, że Steam jest obecnie najpopularniejszą platformą dla Marathon, co oznacza, że ogólna liczba graczy może nie być dużo większa, niż sugerują statystyki PC.

Gra żyje, ale Bungie potrzebuje hitu

Na ten moment Marathon absolutnie nie jest martwą grą. Ma stabilną bazę użytkowników i wciąż przyciąga nowych graczy. Jednak dla studia pod taką presją – po kontrowersjach i słabnącej kondycji Destiny 2 – to może być wynik jedynie „wystarczający”, a nie spektakularny.

Dlatego kluczowy będzie najbliższy duży update zaplanowany na koniec marca. W grach usługowych to właśnie nowa zawartość decyduje o tym, czy gracze wrócą, czy odejdą na dobre.

Krótko mówiąc: start jest solidny, ale daleki od dominacji. Jeśli kolejne miesiące nie przyniosą wyraźnego wzrostu zainteresowania, Marathon może podzielić los wielu ambitnych shooterów, które zaczęły nieźle… a potem stopniowo zniknęły z radarów.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *