Tencent pod lupą USA – czy chiński gigant gier musi sprzedać swoje udziały?

Obecnie w Stanach Zjednoczonych trwa spore zamieszanie wokół Tencent, chińskiego giganta gier, który jest niekwestionowanym liderem branży na świecie. Rząd USA prowadzi spotkania i dyskusje, zastanawiając się, czy Tencent może dalej utrzymywać swoje inwestycje w różnych studiach gier, czy też – w imię bezpieczeństwa narodowego i ochrony prywatności – będzie zmuszony je sprzedać. To robi wrażenie, bo mówimy tu o firmie, która ma swoje palce praktycznie w każdej większej produkcji gamingowej na świecie.

Pierwsze dochodzenie w tej sprawie rozpoczęło się jeszcze za czasów administracji Bidena, gdy Committee on Foreign Investment in the United States (CFIUS) zaczął przyglądać się Tencent pod kątem dostępu do danych Amerykanów wynikającego z jego inwestycji. Później Tencent trafił na listę firm, które rzekomo dostarczają dane chińskim służbom wojskowym – zarzut, który gigant oczywiście zdecydowanie odrzuca.

Na liście inwestycji Tencent znajdują się naprawdę duże nazwiska: pełna kontrola nad Riot Games i Turtle Rock, 28% udziałów w Epic Games, a do tego mnóstwo innych inwestycji międzynarodowych, w tym w studia takie jak Klei Entertainment, Funcom, Supercell – twórcy Clash of Clans, a także udziały w Ubisoft, Techland i Paradox. Mówiąc krótko – praktycznie każda większa firma gamingowa ma w sobie choć maleńki ślad Tencent.

Do całej sprawy dochodzi jeszcze kontekst dyplomatyczny. Według raportu The Financial Times, w tym miesiącu planowana jest wizyta prezydenta USA w Chinach. Tencent od jakiegoś czasu prowadzi rozmowy i próbuje negocjować warunki, które pozwolą im utrzymać swoje inwestycje, jednocześnie oferując pewne zabezpieczenia dotyczące danych. To klasyczna sytuacja, w której biznes i polityka wchodzą na jedną, bardzo wąską ścieżkę – i nie ma tu miejsca na półśrodki.

Teraz dyskusje wokół Tencent wracają na nowo. Wszystko to w kontekście nadchodzącej wizyty prezydenta i coraz głośniejszej krytyki ze strony chińskiego rządu wobec działań USA wobec chińskich firm. Dla graczy oznacza to jedno: sytuacja jest dynamiczna i może mieć wpływ na przyszłość nie tylko samego Tencent, ale też wszystkich gier i studiów, w które firma inwestuje. Jeśli cokolwiek zostanie zmienione w strukturze udziałów Tencent, może to odbić się echem w świecie gier na całym świecie.

Dla fanów to trochę jak obserwowanie dużego, globalnego crossplay’a między polityką a grami – jednocześnie fascynujące i trochę przerażające. Na pewno warto mieć to na uwadze przy śledzeniu wiadomości o swoich ulubionych grach i studiach, bo decyzje podejmowane w Waszyngtonie mogą naprawdę zmienić krajobraz branży.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *