Fuse Games i Secret Mode chcą ożywić gatunek zręcznościowych wyścigów

W 2026 roku na rynku pojawi się masa gigantów. Grand Theft Auto 6, 007 First Light i wiele innych. W tym tłumie łatwo przeoczyć coś mniejszego, ale nowa gra ze świata Star Wars może mocno namieszać.
Chodzi o Star Wars: Galactic Racer. Tytuł, który od razu przywołuje skojarzenia z klasykami takimi jak Star Wars Episode I: Racer czy Star Wars Racer Revenge. Już sam pomysł ścigania się w tym uniwersum budzi nostalgię.
Podczas ostatniego State of Play pokazano gameplay i wiele osób miało jedno skojarzenie. Burnout. Dynamiczne ujęcia, zwolnione tempo przy zderzeniach, efektowne kraksy. Klimat bardzo arcade’owy, bez symulacyjnego zadęcia.

I to nie przypadek. Za grę odpowiada Fuse Games, a wydawcą jest Secret Mode. Twórcy wprost mówią, że chcą wypełnić lukę w gatunku. Dziś królują serie pokroju Forza i Gran Turismo, ale to bardziej realistyczne doświadczenia.
Tymczasem klasyczne, czysto zręcznościowe wyścigi praktycznie zniknęły. Ostatni prawdziwy Burnout Paradise wyszedł w 2008 roku. Need for Speed też nie ma teraz najlepszego okresu, bo studio Criterion zostało przesunięte do pracy nad Battlefieldem.

Według twórców sama marka to dodatek. Najważniejsze jest to, że wciąż istnieje grupa graczy, która kocha wyścigi, ale chce czegoś świeżego. Nie każdy fan Forzy zamyka się na inne gry.
Galactic Racer ma postawić na szybkie tempo, efektowne starcia i znane twarze. W zwiastunie pojawili się m.in. Sebulba i Ben Quadinaros, czyli postacie, które pamiętają głównie starsi fani trylogii prequeli.
Jeśli wszystko zagra, możemy dostać coś, czego od dawna brakowało. Dużą, głośną, arcade’ową ścigałkę z rozmachem. A to, że dzieje się w świecie Star Wars, tylko podkręca klimat.






