Nioh 3 – Tokugawa Kunimatsu: jak pokonać, znaleźć

W Soulslike’ach zwykle jest tak, że najgorsze potwory zostawia się na sam koniec. Jasne, po drodze trafiają się trudne momenty, czasem jakiś boss–ściana, ale prawdziwe piekło zaczyna się dopiero w endgame. Nioh 3 kompletnie olewa tę zasadę i robi coś, co wielu graczy zaboli – wrzuca najtrudniejszego bossa gry mniej więcej przy 75% fabuły. I tym bossem jest Tokugawa Kunimatsu.

To nie jest „trudny boss”. To jest mur, o który rozbije się masa graczy. Co gorsza, nie bardzo da się go obejść. Na tym etapie gry nie ma już sensownego farmienia, nie ma cudownego buildu, który go złamie. Musisz go po prostu nauczyć się na pamięć i przetrwać. Kunimatsu to totalny pakiet absurdu – szybki, agresywny, z ogromnym paskiem zdrowia, masą magii i atakami, które potrafią skasować ci pół HP w sekundę.

Zanim w ogóle pomyślisz o wygranej, musisz się mentalnie nastawić, że to nie będzie jedna próba. To pojedynek na wyniszczenie i zapamiętywanie ruchów. Pierwsze kilka walk potraktuj jak trening, a nie realne podejścia.

Przygotowanie do tego starcia jest kluczowe. Ekwipunek powinien być wypełniony eliksirami i leczeniem, najlepiej do oporu. Sklepikarz w Rift jest twoim przyjacielem – nie oszczędzaj. Bardzo ważne jest też wejście do walki z pełnymi paskami mocy, zwłaszcza Living Artifact. Ten boss jest zaprojektowany tak, żebyś musiał z tego korzystać.

Przez całą walkę będziesz przełączał się między Samurajem i Ninją, ale Ninja jest tu absolutnie kluczowy. Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, Shadowstitch to Ninja Art, które musisz mieć. To paraliżujący shuriken, który działa nawet na Kunimatsu. Trwa krótko, ale te kilka sekund potrafi uratować życie – czy to na wypicie eliksiru, czy na zadanie kilku darmowych ciosów.

Jest też jeden „brzydki”, ale bardzo skuteczny trik. Jeśli zginiesz i wyjdziesz z gry zanim pojawisz się przy kapliczce, gra cofnie cię do stanu sprzed walki. Zachowasz pełne paski mocy i nie stracisz przedmiotów. To tanie zagranie, ale uczciwie – to też tani boss.

Możesz przyzwać NPC-a o imieniu Jinbei, ale szczerze? Nie trać na to kubków. Kunimatsu robi z niego mielonkę w kilka sekund i nawet nie zauważa, że ktoś mu pomaga. To jeden z tych bossów, gdzie to ty musisz wszystko ogarnąć.

Sama walka od początku jasno pokazuje, że parowanie nie jest tu twoim głównym narzędziem. Kunimatsu ma długie, agresywne combo, które potrafią przebić parry i zostawić cię kompletnie bez obrony. Zwykłe ataki mieczem są najbardziej zabójcze, więc najlepsza strategia brzmi brutalnie prosto: nie walcz z nimi. Uciekaj, unikaj, trzymaj dystans i czekaj na bezpieczne okna.

W pierwszej fazie takich okien jest jeszcze całkiem sporo. Kiedy Kunimatsu zaczyna machać mieczem w powietrzu i przywołuje pioruny wokół siebie, masz chwilę, by wbiec, uderzyć i odskoczyć. Podobnie z falą elektryczną – jeśli ustawisz się za jego plecami w trakcie animacji, dostajesz kilka darmowych ciosów. Jego ataki w kolorze crimson są z kolei idealne do Burst Break Countera, jeśli masz już wyczucie timingu.

Problemy zaczynają się wtedy, gdy boss wchodzi w drugą fazę. Łączy się z Duchem Strażnikiem, wyciąga drugi miecz i tempo walki rośnie do absurdalnego poziomu. Bezpiecznych ataków jest znacznie mniej, a większość jego ruchów kończy się albo ogromnym AoE, albo kolejną szarżą. To właśnie tutaj Living Artifact powinien pójść w ruch. Najlepiej zachować go na końcówkę, bo w tej formie nie giniesz od razu, tylko dopiero po wyczerpaniu paska.

Druga faza to niemal obowiązkowa gra Ninją. Uniki są szybsze, łatwiej wyjść z chaosu i nie dać się zamknąć w jego kombinacjach. Kiedy Kunimatsu zaczyna latać, tańczyć z piorunami albo robić wielokrotne nurkowania, jedyną sensowną odpowiedzią jest dystans i cierpliwość.

Największym błędem, jaki można tu popełnić, jest chciwość. Ten boss karze za każdy dodatkowy cios. Jeśli widzisz, że okno się zamyka – odskakuj. Lepiej zrobić walkę dłuższą o kilka minut niż stracić całą próbę przez jeden zbędny atak.

Ostatecznie nie ma tu żadnej „cheese strategii”. Tokugawa Kunimatsu to boss zaprojektowany pod zapamiętywanie ruchów, naukę bezpiecznych momentów i powolne szlifowanie umiejętności. Jak już go pokonasz, reszta gry nagle wydaje się… lżejsza. I to jest chyba najlepsze podsumowanie tej walki.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *