Horror bez tanich straszaków. Morax stawia na atmosferę i niepokój

Mobilne horrory mają jeden bardzo dobrze znany schemat. Budzisz się w rozwalonym miejscu, nie pamiętasz kim jesteś, a gdzieś bardzo blisko czai się coś, czego wolałbyś nie spotkać. Morax: A Horror Story nie próbuje z tym walczyć ani udawać, że odkrywa gatunek na nowo. Zamiast tego wchodzi w ten klimat po uszy i konsekwentnie buduje niepokój, bez zbędnych sztuczek.
Start jest prosty aż do bólu. Zrujnowany budynek, brak imienia, brak wspomnień, wokół tylko rozkład, cisza i martwe ciała. Od pierwszych minut czuć, że to nie jest miejsce, które zostało porzucone dawno temu. Raczej takie, w którym coś się wydarzyło… i w pewnym sensie nadal się wydarza, tylko poza twoim polem widzenia. Dalej zaczyna się powolna, przytłaczająca wędrówka oparta na eksploracji, zagadkach środowiskowych i ciągłym poczuciu, że każdy kolejny krok może być błędem.
Pierwszy odcinek dostępny jest za darmo i bardzo dobrze ustawia ton całej historii. Większość czasu spędzasz na przeczesywaniu rozpadających się lokacji, odpalaniu zaplanowanych scen i składaniu w całość strzępków życia, które wyraźnie skończyło się w tragiczny sposób. To klasyczny horror psychologiczny, ale Meshcut wie, co robi. Dialogów jest niewiele, nikt nie tłumaczy ci wszystkiego wprost. Cisza, dźwięki otoczenia i atmosfera robią tu całą robotę.

Są też momenty, które zostają w głowie. Dwie postacie z czerwonymi oczami. Jeden mężczyzna z czerwonym nożem. Drugi z związanymi rękami i zakneblowanymi ustami. Gra nie potrzebuje tanich straszaków, żeby wzbudzić niepokój. Wystarczy, że pokaże coś nie na miejscu i pozwoli twojej wyobraźni zrobić resztę.
Drugi i trzeci epizod, które są już dostępne jako płatne rozdziały, wyraźnie pchają historię do przodu. Pojawiają się nowe lokacje, zagadki stają się bardziej złożone, a zagrożenie przestaje być tylko mglistym uczuciem. W późniejszych fragmentach nie jesteś już wyłącznie ofiarą chowającą się po kątach. Zaczynasz konfrontować to, co czai się w cieniu, rozwiązywać łamigłówki związane z rytuałami i pamięcią, a przede wszystkim odkrywać, że twoja utracona tożsamość jest kluczowym elementem całego koszmaru.
Dużym plusem jest odcinkowa forma gry. Morax zaplanowany jest jako siedmioczęściowa seria z nowymi rozdziałami co miesiąc. Dzięki temu horror ma czas, żeby narastać naturalnie, zamiast serwować wszystko naraz. Co ważne, wracasz do tej historii z własnej woli, a nie dlatego, że chcesz ją szybko zaliczyć. To sprawia, że napięcie działa mocniej i zostaje z tobą na dłużej.
Jeśli lubisz powolne, duszne horrory, które bardziej działają na głowę niż na odruchy, Morax: A Horror Story ma spore szanse trafić w twój gust. A jeśli po skończeniu epizodów będziesz mieć ochotę na coś w podobnym klimacie, zestawienia najlepszych point-and-clicków na iOS mogą pomóc znaleźć kolejną mroczną przygodę.






