Anime spotyka Soulslike. Code Vein II zaskakuje podejściem do walki

Gatunek Soulslike to dziś jeden z najważniejszych filarów współczesnych gier akcji. Przez lata doczekaliśmy się wielu interpretacji tego stylu. Lies of P postawiło na mroczny klimat i precyzyjną walkę, Nioh wyróżnił się systemem postaw bojowych, a The Surge dorzucił brutalne odcinanie kończyn i zarządzanie łupem w zupełnie inny sposób. Każda z tych gier próbowała dorzucić coś od siebie i często robiła to naprawdę dobrze. Jest jednak jedno połączenie, które aż prosiło się o rozwinięcie, a mimo to długo pozostawało w cieniu. Soulslike i anime.
I właśnie w tę lukę bardzo pewnym krokiem wchodzi Code Vein II od Bandai Namco. To gra, która od samego początku pokazuje, że nie chce być tylko kolejną kalką Dark Soulsów z inną grafiką. Stawia na agresywną walkę, bliski kontakt z przeciwnikiem i mechaniki rodem z RPG-ów oraz dynamicznych gier akcji. Dzięki temu może przyciągnąć także tych graczy, którzy do tej pory omijali Soulslike’i szerokim łukiem, bo kojarzyły im się wyłącznie z powolnym tempem i ciągłą karą za najmniejszy błąd.

Redakcja MMORPG.com spędziła z Code Vein II około trzech godzin, a do tego miała okazję porozmawiać z producentem Keitą Iizuką oraz reżyserem Hiroshim Yoshimurą. Rozmowy kręciły się głównie wokół walki, systemów rozwoju i tego, co tak naprawdę wyróżnia Code Vein II na tle innych gier z tego gatunku.
Akcja Code Vein II rozgrywa się w postapokaliptycznym świecie, który został zniszczony przez katastrofę znaną jako Resurgence. To wydarzenie zmieniło większość ludzi i zwierząt w potwory. Garstka bohaterów, zwanych Revenantami, zdołała powstrzymać kataklizm dzięki artefaktowi Luna Rapacis, ale zapłacili za to wysoką cenę. Każdy z nich zapadł w wieczny sen. Przez kolejne sto lat pieczęć stopniowo słabła, a siła życiowa bohaterów powoli się wyczerpywała. Gdy okazuje się, że nie da się już dłużej utrzymać zabezpieczenia, pojawia się ostatnia szansa. Gracz łączy siły z Lou, podróżującą w czasie Revenantką, aby cofnąć się w przeszłość, złamać pieczęć i uwolnić bohaterów od ich ciężaru.
Na starcie fabuła potrafi lekko zakręcić w głowie. Naturalnie pojawia się pytanie, jak dokładnie ingerencja w przeszłość ma zapobiec kolejnemu Resurgence. Na szczęście narracja nie jest aż tak hermetyczna jak w Elden Ringu. Nawet jeśli nie wszystko od razu jest jasne, da się śledzić wydarzenia i zrozumieć ogólny sens historii, co dla wielu graczy będzie dużym plusem.
Pierwsze kroki w rozgrywce prowadzą na MagMell Island, czyli klasyczny dungeon wypełniony potworami. To tutaj można naprawdę poczuć, jak działa walka. Mamy standardowe ataki lekkie i ciężkie, uniki oraz zarządzanie zasobami, ale kluczową różnicą jest ogromny nacisk na partnerów. W Code Vein II niemal nigdy nie jesteśmy zupełnie sami. Często towarzyszy nam Lou lub inna postać fabularna sterowana przez AI.

Obecność partnera wyraźnie zmienia dynamikę starć. Gdy walczysz z grupą przeciwników, nie wszyscy rzucają się tylko na ciebie. Partner potrafi też uratować sytuację po śmierci gracza, aktywując Restorative Offering, który daje drugą szansę kosztem czasowego wyłączenia sojusznika. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to po prostu ułatwienie gry, ale twórcy podkreślają, że nie o to chodzi.
Yoshimura tłumaczy, że partnerzy nie są zwykłym wsparciem obniżającym poziom trudności. Każdy z nich ma własną historię, relacje i wpływ na narrację. Sposób, w jaki współpracujesz z towarzyszem, może zmieniać jego los, co mocno buduje immersję i wyróżnia Code Vein II na tle innych Soulslike’ów.
Największą różnicą względem konkurencji jest jednak filozofia walki. Zamiast ciągłego cofania się i czekania na idealne okno do kontrataku, gra nagradza utrzymywanie presji. Oczywiście nadal trzeba unikać ciosów i myśleć, ale systemy są zaprojektowane tak, by zachęcać do ofensywy. Ogromną rolę odgrywa tu Blood Code, czyli coś w rodzaju klas postaci, oraz nowy system ataków Formae.
Blood Code’y działają jak elastyczne klasy znane z RPG-ów i pozwalają swobodnie eksperymentować z buildami. Z kolei Formae attacks to potężne umiejętności specjalne, które potrafią zmienić walkę w dynamiczny, efektowny pokaz akcji. Iizuka podkreśla, że jednym z największych atutów pierwszego Code Vein była możliwość łatwej zmiany buildów i testowania różnych konfiguracji. W sequelu ten pomysł został rozwinięty, ale bez utraty przystępności.
Formae zużywają Ichor, czyli odpowiednik many. Aby go odzyskać, trzeba korzystać z Drain Attacków. To wolniejsze, ale bardzo mocne ciosy, które wymagają dobrego timingu. W praktyce tworzy to przyjemną pętlę rozgrywki. Zużywasz zasoby na efektowne ataki, potem szukasz momentu, by je odzyskać. Podczas walki z pierwszym bossem, Metagen Remnant, czyli ogromną, czteroręką istotą przypominającą roślinę, trzeba było dokładnie obserwować jej animacje, unikać ciosów i idealnie wpasowywać Drain Attacki w momenty odsłonięcia. Agresja jest nagradzana, ale przesada kończy się szybką śmiercią.
Ciekawym elementem jest także rola broni. W Code Vein II broń wpływa nie tylko na statystyki, ale też na zestaw dostępnych akcji. Zmiana uzbrojenia potrafi całkowicie odmienić styl walki, co daje jeszcze więcej przestrzeni do eksperymentów i budowania własnej postaci.
Po tych kilku godzinach Code Vein II wyraźnie pokazuje, że znalazł własną niszę w świecie Soulslike’ów. Gotycka estetyka anime, szybkie tempo starć i systemy zachęcające do ofensywnej gry tworzą mieszankę, która potrafi wciągnąć. Fabuła na razie stawia więcej pytań niż odpowiedzi, ale widać w niej potencjał na coś większego.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, Code Vein II zadebiutuje 29 stycznia na PC, PS5 oraz Xbox Series X|S. I szczerze mówiąc, po tym, co pokazano do tej pory, trudno nie czekać na tę premierę z autentyczną ciekawością.






