Twórca hitu It Takes Two mówi wprost: EA ma gorszą reputację niż na to zasługuje

Electronic Arts od lat ma fatalną opinię wśród graczy. Dla wielu to wręcz symbol wszystkiego, co w branży poszło w złą stronę. Mikropłatności, agresywna monetyzacja, decyzje wydawnicze, które potrafiły podciąć skrzydła nawet tak uznanym studiom jak BioWare. Przez dekady narosła narracja, że EA interesuje wyłącznie wyciąganie jak największej ilości pieniędzy z kieszeni graczy, często kosztem jakości i twórczej wolności.

I trudno się dziwić, bo ta reputacja nie wzięła się znikąd. Electronic Arts było jednym z pionierów mikropłatności w dużych produkcjach i wielokrotnie przekraczało granicę cierpliwości fanów. Dla sporej części społeczności skrót „EA” do dziś wywołuje negatywne skojarzenia, zanim jeszcze pojawi się logo konkretnej gry.

Ale prawda, jak to zwykle bywa, nie jest czarno-biała. Są w strukturach EA obszary, które od lat zbierają raczej pozytywne opinie albo przynajmniej nie budzą większych kontrowersji. Najlepszym przykładem jest EA Originals, czyli marka wydawnicza skupiona na mniejszych, często bardzo osobistych projektach niezależnych twórców.

To właśnie pod tym szyldem ukazały się takie gry jak It Takes Two, Tales of Kenzera: Zau czy Immortals of Aveum. Tytuły, które trudno wrzucić do worka z typowymi „korporacyjnymi produktami”. Są ryzykowne, czasem dziwne, często bardzo autorskie. I właśnie tutaj pojawia się głos osoby, której raczej nie da się oskarżyć o lizanie butów wydawcom.

Josef Fares, twórca It Takes Two i założyciel studia Hazelight, wprost stanął w obronie Electronic Arts. W rozmowie z The Game Business powiedział coś, co dla wielu graczy może brzmieć zaskakująco.

Fares podkreśla, że w EA pracuje mnóstwo świetnych ludzi, którzy naprawdę rozumieją, jak działa jego studio. Według niego wydawca szanuje sposób pracy Hazelight i zwyczajnie daje im spokój, zamiast wtrącać się na każdym kroku. A to w tej branży wcale nie jest takie oczywiste.

Co więcej, Fares zwraca uwagę na coś, o czym gracze często zapominają. Nie ma wydawcy, który nigdy by się nie potknął. Nintendo, Microsoft, Sony – każdy z tych gigantów ma na koncie decyzje, które wywoływały burze. Różnica polega na tym, że EA przez lata zostało obsadzone w roli „tego złego”, na którego łatwo zrzucić całą frustrację.

Fares mówi wprost, że EA dostaje więcej krytyki, niż realnie zasługuje. Nie twierdzi, że firma jest idealna ani że nigdy nie popełniła błędów. Wręcz przeciwnie – przyznaje, że jak każdy duży wydawca, EA ma swoje grzechy. Ale z jego perspektywy współpraca układa się bardzo dobrze i gdyby było inaczej, powiedziałby to bez ogródek.

To ważne słowa, bo Hazelight to studio, które wyraźnie stawia na kreatywność i autorską wizję, a nie na bezpieczne kalkulacje. Fakt, że takie projekty mogą powstawać pod skrzydłami EA Originals, trochę burzy prostą narrację o „bezdusznej korporacji”.

W tle całej tej dyskusji pojawia się jeszcze jeden poważny temat. Electronic Arts jest obecnie w trakcie przejęcia wartego 55 miliardów dolarów. Konsorcjum inwestorów, w skład którego wchodzi m.in. saudyjski Public Investment Fund, Silver Lake oraz Affinity Partners Jareda Kushnera, czeka na zgodę regulatorów. Jeśli transakcja dojdzie do skutku, Saudyjski Fundusz Inwestycyjny przejmie aż 95 procent EA, razem ze wszystkimi studiami.

To oczywiście rodzi kolejne pytania i obawy wśród graczy. Fares jednak uspokaja. Podkreśla, że ludzie, z którymi współpracuje w EA, to prawdziwi gracze, a nie anonimowi menedżerowie w garniturach. Według niego atmosfera współpracy jest daleka od korporacyjnego chłodu, a Hazelight zachowa pełną niezależność twórczą.

Czy to oznacza, że EA nagle stało się firmą idealną? Oczywiście nie. Ale ten głos pokazuje, że obraz Electronic Arts jest bardziej złożony, niż często chcemy przyznać. I być może warto czasem spojrzeć na takie giganty nie tylko przez pryzmat ich największych wpadek, ale też przez to, co realnie dzieje się za kulisami współpracy z deweloperami.

Może Cię zainteresować

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *